okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2018 >> Liczy się droga, nie cel

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Styl życia >> Wojciech Jaskuła


Liczy się droga, nie cel

Z Wojciechem Jaskułą, promotorem lokalnej turystyki na Mazowszu, o jego pielgrzymkowej pasji rozmawia Jakub Terakowski
Każdy rowerzysta marzy o dotarciu na Nordkapp, a tunel widoczny w tle oznacza, że jest się już naprawdę blisko
Czy Zenon Jaskuła jest Twoim krewnym?
– Nie, to zbieżność nazwisk, ale miałem przyjemność poznać go dwa lata temu, na mecie wyścigu Szlakiem Walk Majora Hubala, w Poświętnem. Rozmawialiśmy dość długo. Z szacunkiem wyraził się o naszym wysiłku rowerowym i pielgrzymkowym. Jego wyrazy uznania były dla mnie bardzo budujące. Jest starszy ode mnie o 11 lat, mógłby być moim bratem.

Co było w Twoim życiu pierwsze: pielgrzymki czy rower?
– Rower, bo na swoją pierwszą pielgrzymkę wybrałem się dopiero w 2005 roku, ale od tego czasu pokonałem już trasy kilkunastu. Zresztą na rower też wsiadłem niespodziewanie i dość późno, kupiłem go sobie dopiero po studiach. Podjąłem wówczas pracę za biurkiem, więc dwa kółka miały być dla mnie lekarstwem na ociężałość. Wcześniej myślałem – jakkolwiek dziwnie to dziś zabrzmi – że na rower jestem za stary... (śmiech). Dwa kółka są dobre dla dzieci, a człowiek dorosły powinien mieć cztery – głosiłem wszem i wobec. Pamiętam jak dziś moją pierwszą wycieczkę rowerową. To było w Boże Ciało, rano poszedłem na procesję, dzień był słoneczny, więc po powrocie wsiadłem na rower i pojechałem odwiedzić rodzinę w Poświętnem. Przejechałem w sumie 60 kilometrów, nazajutrz wprawdzie ani siedzieć, ani chodzić nie mogłem, lecz pękałem z dumy! 60 kilometrów, toż to prawdziwy wyczyn! Jakże inaczej patrzę na ten dystans dziś, gdy mam za sobą etapy pielgrzymek sięgające po 250 kilometrów. Nie jestem w tym odosobniony, mój kolega chwalił się na Facebooku pierwszymi 20 kilometrami... (śmiech). To najlepszy dowód na skuteczność metody drobnych kroczków, czy raczej – w przypadku roweru – małych kółek.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Wojciecha Jaskuły