okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2 (12)/2009 >> 2 (12)/2009 >> Drodzy Czytelnicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drodzy Czytelnicy


Mirosław Parczyński, 85-letni mieszkaniec Gdańska, dojechał na rowerze do każdego polskiego miasta, odwiedził nawet te miejscowości, które prawa miejskie dopiero mają otrzymać. Zdumieni przyszli burmistrzowie nie kryli zdziwienia, kiedy dziarski starszy pan („proszę spojrzeć, ani centymetra tkanki tłuszczowej”) prosił o pamiątkowy podpis lub wspólną fotografię i jeszcze obiecał wrócić „po fakcie”. Pan Mirosław, emerytowany retuszer fotograficzny, to jeden z bohaterów lutowego numeru magazynu „Rowertour”. Pan Parczyński na dobre odkrył rower jako pięćdziesięciolatek, gdy lekarz zalecił mu jazdę rowerem dla poratowania zdrowia. „Niech pan sobie kupi rowerek i trochę rozrusza nogi, bo na starość będzie pan miał niedowład”. Pan Mirosław wziął sobie do serca słowa lekarza. Jego przykład pokazuje, że każdy wiek jest dobry na rozpoczęcie rowerowej przygody. Że nie trzeba mieć wiele, ot, rower i pomysł, co z nim robić. Na łamach lutowego magazynu jego opowieść uzupełniają wspomnienia profesora Brunona Kopera, artysty na co dzień mieszkającego w Paryżu, który w ubiegłym roku świętował półwiecze pedałowania i przejechanie 150 000 kilometrów, wliczając w to wspinaczkę z rowerem na… szczyt piramidy Cheopsa. Na naszych łamach wspomina swoją pełną przygód rowerową włóczęgę przez Bałkany pod koniec lat 70., kiedy to – zdaniem władz – jako cudzoziemiec zza żelaznej kurtyny miał być odporny na wirusa pryszczycy i niebezpieczny dla bułgarskiego społeczeństwa – wzięto go za agenta wrogiego wywiadu, szpiegującego wprost z namiotu rozbitego na polu kukurydzy.
Obaj panowie to Kazikowie Nowakowie naszych czasów. Obaj z talentem do opowiadania i niesłabnącym apetytem na poznawanie świata na rowerze. Pozytywnie zakręceni i szczerze zakochani we własnych bicyklach. Sobą i swymi rowerowymi dokonaniami zawstydzić mogą niejednego nastolatka cierpiącego na brak pomysłów na siebie. Niejednego rodzica, narzekającego na brak czasu, i wreszcie niejednego dziadka skarżącego się, że wiek i siły już nie takie, aby wsiadać na rower. Obaj bohaterowie z doświadczeniem właściwym ich wiekowi mogą być przykładem dla młodszych pokoleń, ale i swoich rówieśników. Bruno Koper (w tym roku kończy 68 lat) na moje krótkie pytanie: dlaczego rower, uraczył mnie niemalże filozoficznym przesłaniem: że zawsze uważał, iż rower nie służy do oglądania świata ani zaliczania kilometrów, lecz do poznawania siebie. Że dzięki tej formie podróżowania można spojrzeć na samego siebie inaczej, stworzyć sobie niebywałą szansę pokonywania w najrozmaitszych warunkach własnych słabości, że pozwala na pełniejsze niż dotychczas kształtowanie osobowości. Że uprawianie tego rodzaju turystyki wymaga od uczestnika odwagi, inwencji i mobilizacji wszystkich sił intelektualnych i duchowych, a w wyjątkowych sytuacjach odwołania się do utajonych, a nawet niepodejrzewanych cech i predyspozycji swego charakteru. Że rower hartuje, zarówno ciało, jak i ducha. Że rower to coś więcej niż... rower! Że, że, że… Trudno do tych słów dodać coś więcej. Mam nadzieję, że optymizm obu panów udzieli się także Czytelnikom „Rowertouru”. Tym bardziej, że kolejny sezon blisko, a raczej kolejna wiosna, bo przecież dla wielu z Was sezon trwa cały rok.

Zapraszam do lektury

Izabela Dachtera
redaktor naczelna