okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2018 >> Kiedy niemożliwe staje się możliwe

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Piotr Przytuła


Kiedy niemożliwe staje się możliwe

Z Piotrem Przytułą, nauczycielem, wychowawcą, społecznikiem, współorganizatorem wypraw rowerowych dla podopiecznych z domu dziecka, rozmawia Jakub Terakowski
Wycieczka nad Zalewem Szczecińskim na trasie Ueckermünde – Anklam. W środku serduszka flaga z nazwą Trzcińska-Zdroju i logiem Pomorza Zachodniego
Nie pozostałeś gołosłowny, wybierając dla stowarzyszenia nazwę Niemożliwe Jest Możliwe...
– Wybraliśmy ją wspólnie.

Zorganizowaliście dwie „niemożliwe” wyprawy...
– Jak widać, możliwe, ale dość nietypowe. Po pierwsze dlatego, że były to chyba jedyne w Polsce wielodniowe wyprawy dla dzieciaków z placówki opiekuńczo-wychowawczej (Domu Dziecka w Trzcińsku-Zdroju), nie słyszałem o podobnych. A po drugie dlatego, że własnym sumptem zdobyliśmy całość środków na ich sfinansowanie. 

W jaki sposób?
– Prosiliśmy o pomoc setki dużych fundacji i firm, od żadnej nie otrzymaliśmy wsparcia, ale lokalne nas nie zawiodły. Znaczące było też zaangażowanie naszych znajomych oraz byłych wychowanków, szczególnie Adama Giery, który pomógł nam zdobyć kilku sponsorów, oraz Anity Pasternak, dwukrotnie przekazującej nam zarówno prowiant, jak i gotówkę. Dużą kwotę ofiarowała nam także Agnieszka Krasowska, bezcenne było też wsparcie Wernera Vyghena oraz Tomasza Szymańskiego i centrum nurkowego „Dive Devil”. Nasze wyjazdy dofinansowało również starostwo gryfińskie i urząd marszałkowski, a parafia w Cychrach udostępniła samochód. W ubiegłym roku, gdy już wydawało się, że będziemy musieli zrezygnować z wyprawy, bo funduszy mamy zbyt mało, jak z nieba spadł nam Pierre Leeijen, właściciel firmy Farm Equipment International z Karska. Ofiarował nam kilka tysięcy złotych, ratując nasze plany. Mógłbym tak jeszcze wymieniać długo... 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Archiwum Piotra Przytuły