okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 6/2018 >> Przerzutka

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Na finiszu


Przerzutka

Sławomir Bajew
 
Aha, czyli jak postawię rower do góry kółkami, to będzie odwrotnie – mamroczę pod nosem, żeby nie zgubić wątku. Obłożony archiwalnymi „Rowertourami”, wydrukowanymi z internetu artykułami, zapatrzony w youtubowych speców, zabrałem się do regulacji przerzutek. A bo mnie słaby w techniczne klocki brat zapytał, czy to trudne i odpowiedziałem pewnym głosem, że skąd, że dość proste. Starałem się też zawrzeć w głosie ton urażonej dumy, bo jak mnie, zaawansowanego wiekiem cyklotrotera można pytać o takie oczywiście oczywiste rzeczy. I dopóki sprawa była raczej hipotetyczna, nie było problemu. Chodziłem sobie w aurze wszystkowiedzącego i było mi pysznie, pysznie. Aż pewnego dnia, zupełnie ni z gruchy, ni z pietruchy, wytoczyła się z ust braterskich armata z pytaniem, czy umiałbym to zrobić? A przecież co innego wiedzieć, że coś nie jest trudne, a co innego potrafić to zrobić. Ciut (eufemizm) spanikowałem. Moja odpowiedź nie była już tak pewna. To był raczej pomruk, składający się z nut rozdrażnienia, strachu i zdenerwowania. Nie miałem za dużo czasu, żeby to sobie przypomnieć. Mieliśmy się spotkać już w najbliższy weekend, a armata wystrzeliła w czwartek wieczorem. Owszem, kiedyś robiłem regulacje, a nawet udoskonalenia i przeróbki w rowerze. To były wszakże inne rowery i inny czas. Czas, że tak się wyrażę, „fazy rozwojowej” fascynacji maszynami i mechanizmami; czas, który przeminął wraz z zakończeniem mutacji i pojawieniem się wąsa. Czas, który przeminął bezpowrotnie. Jednak to właśnie ten czas i świadomość czynów wówczas dokonywanych leżały u podstaw mojej (jak się okazało – na wyrost) pewności w sprawach technicznych. 
Siedzę i dziubię coś przydużym krzyżakiem. Schowałem się w najdalszym kąciku tarasu, by ukryć swoją nieudolność, starając się schować przed światem na wzór alchemika, który odkrył formułę złota. W okularach mi niewygodnie. Bez okularów nie widzę. Siedzę i klnę. Która to jest śrubka L, a która H? – głowię się nad zupełnie fundamentalną dla regulacji tylnej wajchy kwestią. Czasem śrubki są oznaczone. Te akurat nie są. A w tych aptekowych brylach to i tak bym nie zauważył. Szukam modelu przerzutki przez internetową wyszukiwarkę. Jest. – Aha, ta z lewej to L, czyli z prawej będzie H, a jak obrócę kółkami do góry, to będzie odwrotnie – powtarzam oczywiście głośno, gdyż raczej słuchowcem jestem. Niewygodnie i daleko do manetki. Nie mogę się skupić, bo już czuję nadciągającą klęskę wizerunku. Cóż, jestem dorosły, trzeba to wziąć na klatę. – Wiesz, bracie, od moich czasów sporo się zmieniło i nie mogę sobie dać rady. Słabo widzę – zabrzmiało strasznie, ale poczułem ulgę. – Dawaj rower na pakę i jedziemy do warsztatu. Dla pana Grześka to na pewno jest banalna sprawa, a mnie tu zaraz coś strzeli. Adres pamiętam. Na pewno! – uczucie ulgi pogłębiło się. Już na samą myśl, że teraz rowerem zajmie się fachowiec, zrobiło mi się błogo, jakbym udostępnił przedramię pięknej pielęgniarce w celu pomiaru ciśnienia. Swoją drogą, zawsze w takich okolicznościach jest ciut (tym razem nie jest to eufemizm) podniesione. W drodze powrotnej kupiliśmy mocniejsze okulary. – Następnym razem dam radę – znowu, jak głupek się podłożyłem. Jakbym upierał się, że muszę być alfą i omegą. Brat uśmiechnął się dyskretnie i powiedział: – Kocham cię, wariacie. Zapamiętałem adres! 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.