okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2018 >> Pociągiem do celu

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Pociągiem do celu

Weronika Leczkowska
 
Wpadłam na peron, gdy pociąg już stał, a konduktor gwizdkiem oznajmiał jego odjazd. Stał tyłem do mnie, na szczęście wsiadając do wagonu, odwrócił głowę i mnie ujrzał. Zatrzymał więc ruszającą maszynę, a ja wraz z rowerem wsiadłam do środka. Szybko popędziłam przez cały pociąg do kierownika po bilet. Ten jednak powiedział, że nie ma czasu, mam siadać, przyjdzie potem. Wróciłam więc do roweru, usiadłam i… zasnęłam. Nie ma się co dziwić – była piąta rano, po czterech godzinach snu naprawdę miałam co nadrabiać.
Śniło mi się lato, ciepło, jakiś podjazd w stronę słońca…
– Dokąd jedziemy? – stanowczy ton konduktora wyrwał mnie z głębokich marzeń sennych. 
Przez moment nie wiedziałam ani gdzie jestem, ani co tu robię. Szybko jednak wróciła świadomość. Spojrzałam przez okno – spóźniona wiosna wreszcie daje się zauważyć – jasnozielone drzewa, lekko zażółcona kwiatami łąka.
– To dokąd ten bilet?! – znów wyrwał mnie z zadumy konduktor.
Dokąd ja jadę? Nie wiem, nie sprawdziłam nawet, dokąd ten pociąg jedzie…
– A dokąd pociąg jedzie?
Popatrzył na mnie jak na wariatkę.
– Jelenia Góra.
– Aa nie, to za daleko. Tak z 80-100 kilometrów od Żyrardowa poproszę, żebym jeszcze dziś wróciła do domu.
I znów ten nieprzychylny wzrok... Chyba muszę sama sobie cel wymyśleć. Koluszki zwiedzone, to może coś dalej? 
– Brzeziny, poproszę.
Wypisał bilet, na rower też. 
– Gdybym wiedział, że pani wszystko jedno, to bym pociągu nie zatrzymywał – burknął na odchodne.
Nie jest mi wszystko jedno. Zależy mi na czasie, na tym, by od rana móc eksplorować nowe tereny. By jak najszybciej położyć głowę na świeżej trawie i ukręcić wianek z mleczy. To dla mnie równie ważne, jak dla kobiety siedzącej obok wizyta u koleżanki czy dla dziewczyny w sąsiednim przedziale zakupy w Łodzi. Jedyna różnica jest taka, że one muszą dotrzeć w konkretne miejsce, ja mogę dotrzeć gdziekolwiek. Jedziemy jednak na tym samym wózku, a raczej po tych samych torach.
Kierownik pociągu z pewnością tego nie rozumiał. Burknął, warknął, a gdy wysiadałam na swojej stacji, zagwizdał do odjazdu, zanim zdążyłam zamknąć za sobą drzwi. Też się pewnie spieszył do swojej wolności… 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa.  Swój świat opisuje na blogu www.wronabezogona.pl. 
 

 



Zdjęcie: Weronika Leczkowska