okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 5/2018 >> Żarty się skończyły!

nowości

Korkowe hamulce

Wiedzieliście, że do karbonowych obręczy można zastosować korkowe klocki hamulcowe? Właśnie takie okładziny proponuje Bontrager pod nazwą... »

Adapter Crosso

W korespondencji przychodzącej do redakcji często powtarza się pytanie o to, jak zamocować sakwy Crosso do bagażników o konstrukcji... »

Kask Robin Hooda

Znany i ceniony kask Roam firmy Met doczekał się nowej, limitowanej wersji kolorystycznej: Sherwood. To właśnie odcienie zieleni, występujące w... »

Kosmetyki na zakręty

Aż 36 agrafek musieli pokonać kolarze startujący w Giro d'Italia, by wspiąć się na słynne Cima Coppi. Dwóch z nich: Alberto Contador i... »

Koszulka lekko dopasowana

Kolory rzucające się w oczy, materiał najwyższej jakości, krój lekko dopasowany. Kto powiedział, że koszulki opracowane z myślą o... »

Trójkołowy składak

Osoby mające trudności z poruszaniem się na dwukołowym rowerze, które jednak nie chcą rezygnować z aktywności, mogą mieć spory... »

poradniki

Na jesienno-zimową pluchę

Pęd chłodnego powietrza dodatkowo potęguje uczucie przenikającego ciało zimna. Wie o tym każdy, kto choć raz zasmakował przejażdżki w zimne... »

Korespondencja >> Chiny


Żarty się skończyły!

Adela Tarkowska
Wiszące Klasztory wykute w skale na wysokości 60 metrów
Przygraniczne Erenhot w niczym nie przypomina swojego odpowiednika po mongolskiej stronie, gdzie wśród kurzu i brudu straszyły komunistyczne blokowiska, a do miasta wiodła rozwalona, piaszczysta droga, przy której stały poszarzałe jurty. 
 
Chińczycy stworzyli na pustyni małą oazę. Po przekroczeniu granicy znajdujemy się w zupełnie innym świecie. Jedziemy szeroką, czystą ulicą, wzdłuż parku z fontannami i zacienionymi alejami, mijani jedynie przez cicho sunące skutery elektryczne. Wraz z nastaniem zmroku całe miasto rozświetlają kolorowe neony, na ulice wyjeżdżają sprzedawcy z rozmaitym jedzeniem. Na głównym placu rozstawia się mini wesołe miasteczko oraz rozbrzmiewa muzyka, w której rytmach powstaje spontaniczna, uliczna dyskoteka. Wzbudzamy spore zainteresowanie mieszkańców, którzy robią nam pokątnie foty, bądź proszą o wspólną sesję zdjęciową. 
Gdy wyjeżdżamy rano, w świetle dnia obserwuję dwa zdarzenia, które kontrastują z nowoczesną otoczką miasta. Najpierw z piekarni wychodzi właścicielka z małym dzieckiem pod pachą. Ściąga malcowi portki i wysadza go na ulicy pod drzewem. Po wszystkim pani podciera pupę kawałkiem tektury i wraca serwować pieczywo. Chwilę później obserwuję, jak mężczyzna wyciąga wystraszonego barana z przyczepy na chodnik, kładzie na grzbiecie i wbija nóż w brzuch, wypruwając flaki. Baran rzuca głową, którą mężczyzna uderza w chodnik, a następnie wciąga za nogi jeszcze żywe zwierzę po schodach do zakładu mięsnego. 
Zaraz za miastem wyjeżdżamy na pustynię Gobi, która w Chinach nie jest tak dzika, jak w Mongolii. Zabudowa jest dużo gęstsza, jurty zastąpione betonowymi domami, a wolne przestrzenie pogrodzone drutem. Po trzech dniach pustynia ustępuje miejsca sadom i wszelakim uprawom. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski