okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 3/2018 >> Na zupę do pustelnika

nowości

Korkowe hamulce

Wiedzieliście, że do karbonowych obręczy można zastosować korkowe klocki hamulcowe? Właśnie takie okładziny proponuje Bontrager pod nazwą... »

Adapter Crosso

W korespondencji przychodzącej do redakcji często powtarza się pytanie o to, jak zamocować sakwy Crosso do bagażników o konstrukcji... »

Kask Robin Hooda

Znany i ceniony kask Roam firmy Met doczekał się nowej, limitowanej wersji kolorystycznej: Sherwood. To właśnie odcienie zieleni, występujące w... »

Kosmetyki na zakręty

Aż 36 agrafek musieli pokonać kolarze startujący w Giro d'Italia, by wspiąć się na słynne Cima Coppi. Dwóch z nich: Alberto Contador i... »

Koszulka lekko dopasowana

Kolory rzucające się w oczy, materiał najwyższej jakości, krój lekko dopasowany. Kto powiedział, że koszulki opracowane z myślą o... »

Trójkołowy składak

Osoby mające trudności z poruszaniem się na dwukołowym rowerze, które jednak nie chcą rezygnować z aktywności, mogą mieć spory... »

poradniki

Na jesienno-zimową pluchę

Pęd chłodnego powietrza dodatkowo potęguje uczucie przenikającego ciało zimna. Wie o tym każdy, kto choć raz zasmakował przejażdżki w zimne... »

Na szlaku >> Narew z prądem i pod prąd


Na zupę do pustelnika

Wojciech Osiński
Droga na skróty przez jedną z odnóg Narwi do pustelni w Odrynkach
Mazowsze jest płaskie i nudne, a Podlasie oklepane, wszyscy już tam byli i wszystko widzieli – krzywili się znajomi, gdy poznali moje plany wycieczek w te rejony. Bujda na resorach – podczas narwiańskiego tryptyku przeżyłem tak wiele i dowiedziałem się tylu ciekawych rzeczy, że jeszcze nie raz tam wrócę, bo te krainy to kopalnia ciekawych miejsc i zaskakujących historii.
 
Tak już mam, że lubię jeździć wzdłuż rzek. Na własne potrzeby ukułem taką teorię, że dawniej wzdłuż nich koncentrowało się życie, więc na pewno przeszłe pokolenia pozostawiły po sobie wiele mniej lub bardziej znanych i ciekawych miejsc. Ja je teraz odkrywam. I nawet, jeśli fakty nie do końca potwierdzają tę teorię, to tym gorzej dla faktów.
Lubię rzeki, ale lubię też wyprawy jednodniowe, a mało którą poważną rzekę da się zjechać w ciągu kilkunastu godzin. Nie inaczej jest z Narwią, która intrygowała mnie swoim pozornym leniwym spokojem już od dawna. Jak pogodzić te dwie sprzeczności? Cóż, trzeba po prostu... pokroić rzekę na kawałki. Narwi poświęciłem trzy wycieczki – z prądem i pod prąd – a każda z nich była na swój sposób wyjątkowa. 
Był chłodny, ale słoneczny poranek. Maszynista pociągu relacji Kraków – Białystok mógł być z siebie zadowolony. Skład, który miał doprowadzić do Warszawy Centralnej o godzinie 7:44, stanął w centrum stolicy punktualnie o... 7:44. Maszynista skontrolował przyrządy i z pewnością nie zwrócił uwagi na dwóch rowerzystów pakujących swe bicykle do jednego z przedziałów. Oni też byli zadowoleni, bo dostali w pracy wolne w dniu, w którym teoretycznie nie mieli na to szans. Wszystko szło zatem zgodnie z planem. Nic nie zapowiadało, że dla owej dwójki śmiałków ten dzień skończy się zupełnie inaczej, niż przewidywali. Ale – nie uprzedzajmy faktów.
Z pociągu wysiedliśmy z Mariuszem w Łapach. Każdy, kto pamięta lata 80., pamięta też kilogramowe paczki cukru z Łap.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Wojciech Osiński