okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2018 >> Na samym krańcu Afryki

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Korespondencja >> RPA: wokół Zachodniego Przylądka. Część I


Na samym krańcu Afryki

Paweł Pesz
Flamingi różowe nad jeziorem Vlei w rezerwacie De Hoop
Ten kontynent fascynował mnie od zawsze, od „Tomka na Czarnym Lądzie” Alfreda Szklarskiego, jednej z moich pierwszych lektur. W czasach bardziej współczesnych zaczytywałem się w publikowanych w sieci i na łamach „Rowertouru” relacjach podróżników rowerowych, przemierzających Afrykę wszerz i wzdłuż. 
 
Z nich wiedziałem, że temat jest równie porywający, co trudny i że na początek lepiej wybrać destynację mniej wymagającą. Uwarunkowania czasowe, finansowe, logistyczne i pogodowe szybko ograniczyły zestaw dostępnych opcji najpierw do Republiki Południowej Afryki, a następnie do Prowincji Przylądkowej Zachodniej (ang. Western Cape, afrikaans Wes-Kaap, dosłownie Zachodni Przylądek). To oznaczało pętlę rozpoczynającą się i kończącą w Kapsztadzie. Wyznaczyłem ją w kierunku wschodnim, by zawierała zarówno ocean, jak i góry oraz przebiegała przez kilka szczególnie wartych odwiedzenia miejsc. Podział na etapy wyszedł dość naturalnie ze względu na spore odległości między miejscowościami z bazą noclegową.
RPA pierwszy raz zainteresowało mnie bliżej na początku lat 90., kiedy dzięki wiadomościom z telewizji satelitarnej miałem niepowtarzalną okazję śledzić z bliska upadek apartheidu, żmudne negocjacje między autorytarnym białym reżimem a ruchem wyzwoleńczym, zwieńczone uwolnieniem ikony afrykańskiej i światowej polityki Nelsona Mandeli i następnie pierwszymi wolnymi wyborami. Później kibicowałem transformacji systemowej i trudnym próbom rozliczenia przeszłości. W ostatnich latach do mediów przebijały się niestety głównie złe wieści: o korupcji, problemach z gospodarką oraz szalejącej przestępczości, która stała się jednym z najistotniejszych wyzwań stojących przed krajem. Ten ostatni aspekt wzbudzał mój niepokój, ale okazało się, że strach ma wielkie oczy, bo przez cały pobyt nie spotkała mnie w zasadzie żadna niemiła sytuacja. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Paweł Pesz