okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2018 >> Tańce do białego rana

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Styl życia >> rowerowe > rocznice, bale i imprezki


Tańce do białego rana

Piotr Ejsmont
Urodziny Stana Tourné na sześciódniówce w Kolonii
Jeżdżenie rowerem nastraja tak pozytywnie, że chce się bawić, tańczyć i śpiewać. Cykliści zawsze byli rozrywkowymi ludźmi. Dowodzi tego historia tej dyscypliny sportu.
 
Pierwsze kluby i stowarzyszenia kolarskie urządzały wspólne wyjazdy na pikniki za miasto. Był to dobry sposób na integrację środowiska, a kolejnym krokiem były huczne bale kolarskie, organizowane z powodzeniem do dzisiaj. Jest coś w nich wyjątkowego, bo raczej nie słyszy się o tego typu imprezach piłkarzy, bokserów czy biegaczy. 
Pogoda decyduje, że bale kolarskie odbywają się późną jesienią albo zimą, kiedy trudniej jest poruszać się rowerem po drogach. Jest to też okres roztrenowania, a do tego na przykład karnawał, więc można zabrać ze sobą swoją drugą połówkę, która niekoniecznie musi fascynować się jazdą na rowerze. 
Najstarszą polską organizacją kolarską jest Warszawskie Towarzystwo Cyklistów (WTC). Bale były tak ważne, że przed I wojną światową w strukturze klubu istniała stała komisja zabaw. Ta na początku 1897 roku nie mogła znaleźć odpowiednio dużej sali na bal, gdyż liczba chętnych wynosiła kilkaset osób! Poszczególne teatry odmawiały, obawiając się, że nie sprostają temu zadaniu. Planowano już nawet imprezę podzielić na trzy wieczornice po około 180 osób w różnych miejscach. Wreszcie uzgodniono, że bal na 700 osób odbędzie się 23 lutego, we wtorek, w salach redutowych teatrów warszawskich. Przy wejściu urządzono specjalny, kunsztowny buduar zwany flirtownikiem. Były dwa bufety: jeden w Teatrze Rozmaitości, drugi – w Teatrze Miejskim. Balownikom przygrywała warszawska orkiestra symfoniczna. Uzgodniono porządek tańców, wśród których przeplatały się polonez, walce, kontredans, polka i mazur. Organizacja balu była tak dużym przedsięwzięciem, że komisja zabaw zmuszona była skorzystać z pomocy innych członków klubu i przygotowania rozrosły się do dosyć dużych rozmiarów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: R.De Maertelaire, „Six Jours”, 1991