okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 2/2018 >> Dziękujemy, kłaniając się w pas

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Korespondencja >> Mongolia


Dziękujemy, kłaniając się w pas

Adela Tarkowska
Konsulat Honorowy Królestwa Belgii w... sklepie rowerowym
Stop! Na rowerach nie wolno! – krzyczy zastępując nam drogę celniczka. – Jak nie wolno? Dlaczego? – pytam zdumiona. – Musicie znaleźć kogoś, kto was przewiezie samochodem.
 
Do Mongolii wjeżdżamy z Rosji przez małe, spokojne przejście w Kiachcie, gdzie okazuje się, że ruch pieszy jest niedozwolony, a rower nie jest uznawany za pojazd. Niezbyt radzi musimy załadować nasze jednoślady na pakę, aby pokonać jedynie kilkaset metrów dzielących posterunki obu państw. Altanbulag – pierwsze miasteczko po mongolskiej stronie sprawia wrażenie, jakbyśmy wcale nie opuścili Rosji. Architektura jest taka sama – drewniane domy ze spadzistym dachem oraz rozwalające się, popadające w ruinę, komunistyczne, szare bloki. Po ulicach przechadzają się warchlaki i konie. Siadamy na murku, aby zjeść obiad, gdy nagle dokonujemy strasznego dla każdego rowerzysty odkrycia – podczas transportu na pace Krzyśkowi pękła rama! Mając nadzieję, że w najbliższym mieście znajdziemy warsztat spawający aluminium, przepakowujemy najcięższe rzeczy do mnie i ruszamy przed siebie. Droga jest w fatalnym stanie. Krzysiek musi jechać bardzo ostrożnie, aby na wybojach nie uszkodzić ramy jeszcze bardziej. 
Pod wieczór okazuje się, że jedziemy zbyt wolno, aby przed zmierzchem dotrzeć do najbliższej wioski. W poszukiwaniu wody rozglądamy się przez kilka kilometrów za jakimiś osadami. W ostatnich promieniach słońca zauważamy murowany dom, w którego sieni krząta się ładna dziewczyna z małym, bosym dzieckiem. Pokazujemy na migi, że potrzebujemy wodę. Dziewczyna zaprasza nas bez słowa do środka i sadza przy stole, który natychmiast nakrywa. Robi to tak naturalnie, jakbyśmy byli zapowiedzianymi, proszonymi gośćmi, a nie przypadkowymi, nieznanymi przybyszami. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Adela Tarkowska, Krzysztof Józefowski