okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 2/2018 >> Pomóż pomagać

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Reportaż >> Paragwaj


Pomóż pomagać

Wojciech Ganczarek
Dzieciaki ze szkoły w Bella Vista
Miniaturowy budynek szkoły stoi kilkaset metrów od domu Tadeusza Nity. Klas sześć, uczniów pięciu, same chłopaki. I sami blondyni: Białorusin, trzech Ukraińców i Polak – niezłe towarzystwo jak na zwrotnik Koziorożca. Nauczycielka mieszka w Carmen del Paraná, 20 kilometrów stąd. Odlicza miesiące do zamknięcia placówki. – Wreszcie! – stwierdza z ulgą.
 
My ze szczoteczkami do zębów – mówimy. Patrzy podejrzliwie. Dodaję, że my od Nity. Patrzy jeszcze podejrzliwiej, bo Nita chce, żeby szkołę zostawić. W tropikalnym powietrzu nagrzanym do 40 stopni Celsjusza czuć nieufność. 
My, rowerzyści (autostopowicze, motocykliści, traperzy, włóczykije) lubimy pisać o tym, że się nam pomaga, że dziękujemy bardzo wszystkim tym, którzy podali nam rękę w podróży. Od czasu do czasu gramy na wzniosłych tonach: dziękujemy wam, spotkani na drodze, bez was ta podróż nie doszłaby do skutku. Ba, nie miałaby sensu. Bo byliśmy głodni, a daliście nam jeść. Bo spytaliśmy o rozbicie namiotu, a zaścieliliście nam własne łóżko. 
Zdarza nam się przemilczeć nieprzyjemne szczegóły pomocy. Że ten, który dał nam jeść, był pijany i nie dawał spać gadaniną. Że od brudnego łóżka złapaliśmy świerzbu. Bywa, wstrętna choroba. Albo facet, który chciał nas pozdrowić, powitać, ale zachciało mu się gadać na stromym podjeździe. Różnica była taka, że on jechał terenówką, a my rowerem, i to już po kilkudziesięciu kilometrach pedałowania. Zdarzyło mi się w zeszłym tygodniu. Nie chciałem rozmawiać. On pytał, skąd, dokąd, odpowiadałem półsłówkami, nie uśmiechałem się. Nie wpadło mi do głowy, żeby się po prostu zatrzymać. Jedyne, czego chciałem, to skończyć podjazd, byłem bardzo zmęczony. W końcu odjechał, może się obraził.
Pomagać jest ciekawie: to piękny sposób na wejście w kontakt z drugim człowiekiem. Ale pomagać nie jest łatwo. I nie chodzi o część materialną: że jedzenie kosztuje, że łóżek czasem nie ma więcej niż domowników. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Wojciech Ganczarek