okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 1/2018 >> Bliski kontakt z ziemią kłodzką

nowości

Korkowe hamulce

Wiedzieliście, że do karbonowych obręczy można zastosować korkowe klocki hamulcowe? Właśnie takie okładziny proponuje Bontrager pod nazwą... »

Adapter Crosso

W korespondencji przychodzącej do redakcji często powtarza się pytanie o to, jak zamocować sakwy Crosso do bagażników o konstrukcji... »

Kask Robin Hooda

Znany i ceniony kask Roam firmy Met doczekał się nowej, limitowanej wersji kolorystycznej: Sherwood. To właśnie odcienie zieleni, występujące w... »

Kosmetyki na zakręty

Aż 36 agrafek musieli pokonać kolarze startujący w Giro d'Italia, by wspiąć się na słynne Cima Coppi. Dwóch z nich: Alberto Contador i... »

Koszulka lekko dopasowana

Kolory rzucające się w oczy, materiał najwyższej jakości, krój lekko dopasowany. Kto powiedział, że koszulki opracowane z myślą o... »

Trójkołowy składak

Osoby mające trudności z poruszaniem się na dwukołowym rowerze, które jednak nie chcą rezygnować z aktywności, mogą mieć spory... »

poradniki

Na jesienno-zimową pluchę

Pęd chłodnego powietrza dodatkowo potęguje uczucie przenikającego ciało zimna. Wie o tym każdy, kto choć raz zasmakował przejażdżki w zimne... »

Na szlaku >> Ziemia Kłodzka


Bliski kontakt z ziemią kłodzką

Wojciech Osiński
Wśród Skalnych Grzybów czasem można było jechać całkiem wygodnie, ale w innych miejscach adrenaliny nie brakowało
Trzy wizyty w warsztacie naprawczym, dwie w izbach tortur i po jednej w szpitalu, mieście cudów, pałacu skandalistki oraz w podziemnym labiryncie. Przejechane pięć pasm górskich. Jazda po płaskim – rzadko. Powroty do kwatery – tylko nocą. Całkiem nieźle, jak na pierwszy w życiu rowerowy wypad w Sudety.
 
Przed wyjazdem postanowiłem, że nie będzie to tylko jeżdżenie po górach dla samego jeżdżenia po górach (choć to też byłoby na pewno przyjemne), ale że każdego dnia zobaczę lub przeżyję coś tak charakterystycznego, że pozwoli mi to zapamiętać i oddzielić go w pamięci od innych. 
Nie uwierzycie, ale się udało! I tak – pierwszego dnia zerwałem łańcuch, drugiego spotkałem potwora, trzeciego pękły mi szprychy w tylnym kole, czwartego złapałem gumę, piątego... No nie, nie będę zdradzał wszystkiego tak od razu. 
Już początek był obiecujący. Kłodzko przywitało mnie oberwaniem chmury, a ja siedząc na stacji pod skromną wiatą, uświadomiłem sobie, że nie mam gdzie mieszkać. To znaczy w ogóle mam, tylko w Kłodzku nie miałem. Niby człowiek wyciąga wnioski z pomyłek, ale jakoś nie wtedy, kiedy trzeba. Rok temu na podobnej wycieczce nie załatwiłem sobie wcześniej noclegu i ledwo uniknąłem spędzenia nocy na rynku w Starym Sączu. Teraz groziło mi to samo w Kłodzku. Nie było jednak tak tragicznie – do zmierzchu miałem jeszcze kilka godzin, ulewa się skończyła, a ja zdołałem nawet zjeść obiad i naładować ledwo dyszący telefon. Morale skoczyło do góry. Poprawiłem lodami, skoczyło jeszcze wyżej. Znalazłem kwaterę – euforia. Zostało jeszcze tylko zrobienie zakupów kolacyjno-śniadaniowych w pobliskim sklepie i już szykowałbym się do otwierania mapy i planowania poniedziałku, gdyby nie... chrup, chrup, trzask! 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Wojciech Osiński