okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 1/2018 >> Jak było na Wschodzie

nowości

Korkowe hamulce

Wiedzieliście, że do karbonowych obręczy można zastosować korkowe klocki hamulcowe? Właśnie takie okładziny proponuje Bontrager pod nazwą... »

Adapter Crosso

W korespondencji przychodzącej do redakcji często powtarza się pytanie o to, jak zamocować sakwy Crosso do bagażników o konstrukcji... »

Kask Robin Hooda

Znany i ceniony kask Roam firmy Met doczekał się nowej, limitowanej wersji kolorystycznej: Sherwood. To właśnie odcienie zieleni, występujące w... »

Kosmetyki na zakręty

Aż 36 agrafek musieli pokonać kolarze startujący w Giro d'Italia, by wspiąć się na słynne Cima Coppi. Dwóch z nich: Alberto Contador i... »

Koszulka lekko dopasowana

Kolory rzucające się w oczy, materiał najwyższej jakości, krój lekko dopasowany. Kto powiedział, że koszulki opracowane z myślą o... »

Trójkołowy składak

Osoby mające trudności z poruszaniem się na dwukołowym rowerze, które jednak nie chcą rezygnować z aktywności, mogą mieć spory... »

poradniki

Na jesienno-zimową pluchę

Pęd chłodnego powietrza dodatkowo potęguje uczucie przenikającego ciało zimna. Wie o tym każdy, kto choć raz zasmakował przejażdżki w zimne... »

Na szlaku >> Polska północno-wschodnia


Jak było na Wschodzie

Andrzej Lewandowski
Odrestaurowany zamek w Tykocinie
Przyznam się, że miałem pokusę opisania mojego corocznego, rowerowego urlopu w standardowy sposób. To znaczy: pierwszy dzień – wysiadłem tu, pojechałem tam, po drodze było to i tamto. Drugi dzień – wstałem rano, ruszyłem do jakiegoś celu, po drodze widziałem to i to. Trzeci dzień..., czwarty..., ostatni... Było świetnie, jeszcze tu wrócę, tym bardziej, że nie widziałem tego i tego. Coś jednak spowodowało, że zrezygnowałem z tej metody. Była to ostatnia część „Shreka”.
 
Pamiętacie ten film? Kiedy ogr, zmęczony coroczną rutyną, tym, że żyli długo i szczęśliwie oraz że „było im zielono”, postanowił nieco zamieszać w swoim życiu, co doprowadziło do poważnych komplikacji? Ja wprawdzie nie jestem jeszcze znudzony rowerowaniem i długo nie będę, ale codziennie było mi zielono. Taki tam mają klimat. Jest zielono, są lasy, łąki, krowy, bociany, natura, którą cały czas chłonie się z siodełka. Dlatego opisując wyjazd, musiałbym co kilka zdań wtrącać, że „było mi zielono”. Kto by to wytrzymał?
Za to najczęstszym pytaniem po powrocie z każdych wakacji jest: „Jak było?”. Postaram się zatem powiedzieć coś więcej niż „było fajnie”.
Miejmy to z głowy. Było naprawdę zielono i to codziennie. Począwszy od pierwszego dnia – wyjazdu z Giżycka i drugorzędnych, mało uczęszczanych dróg wschodniej części województwa warmińsko-mazurskiego oraz przez całą drogę wzdłuż północnej granicy naszego kraju, prowadzącą od Gołdapi poprzez Pluszkiejmy, Żytkiejmy, Wiżajny i inne miejscowości o równie ciekawych nazwach, aż do Puńska, stolicy polskich Litwinów. Muszę nadmienić, że do tej pory niewiele jeździłem po tej części Polski, w zasadzie raptem dwa dni. Jednak dwa dni spędzone cztery lata temu w okolicach Ełku wystarczyły, żeby podjąć mocne postanowienie powrotu. Oczywiście, na rowerze. Jadąc samochodem, traci się prawie wszystkie wrażenia. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 
 
 


Zdjęcie: Marek Rokita