okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 1/2018 >> Orfeusz mieszkał w Rodopach

nowości

Korkowe hamulce

Wiedzieliście, że do karbonowych obręczy można zastosować korkowe klocki hamulcowe? Właśnie takie okładziny proponuje Bontrager pod nazwą... »

Adapter Crosso

W korespondencji przychodzącej do redakcji często powtarza się pytanie o to, jak zamocować sakwy Crosso do bagażników o konstrukcji... »

Kask Robin Hooda

Znany i ceniony kask Roam firmy Met doczekał się nowej, limitowanej wersji kolorystycznej: Sherwood. To właśnie odcienie zieleni, występujące w... »

Kosmetyki na zakręty

Aż 36 agrafek musieli pokonać kolarze startujący w Giro d'Italia, by wspiąć się na słynne Cima Coppi. Dwóch z nich: Alberto Contador i... »

Koszulka lekko dopasowana

Kolory rzucające się w oczy, materiał najwyższej jakości, krój lekko dopasowany. Kto powiedział, że koszulki opracowane z myślą o... »

Trójkołowy składak

Osoby mające trudności z poruszaniem się na dwukołowym rowerze, które jednak nie chcą rezygnować z aktywności, mogą mieć spory... »

poradniki

Na jesienno-zimową pluchę

Pęd chłodnego powietrza dodatkowo potęguje uczucie przenikającego ciało zimna. Wie o tym każdy, kto choć raz zasmakował przejażdżki w zimne... »

Na szlaku >> Bułgaria


Orfeusz mieszkał w Rodopach

Krzysztof Grabowski
Uroczy wąwóz na trasie znad Czairskich Jezior do wioski Teszeł
Zanim himalaista wybierze się na szczyt w wysokich górach, najpierw z nim rozmawia. Ja miałem podobnie – już od kilku lat rozmawiałem z Bułgarią. Chociaż chyba bardziej była to kłótnia o to, że jeszcze się nie spotkaliśmy. 
 
Po tym, jak w 2014 roku odwiedziłem Kosowo, Bułgaria pozostała ostatnim krajem bałkańskim, w którym nie byłem. Wreszcie się udało! Początkowo terenem, na który kierowaliśmy uwagę, było miasto Bełogradczik i obszar przy granicy z Serbią, ale w toku przemyśleń padło na Rodopy. Wybór okazał się doskonały. Bułgarskie góry urzekły mnie od pierwszych kilometrów. Korzystając z dogodnego terminu wyprawy (lipiec), zanim dotarliśmy samochodem do miejsca startu, którym było miasteczko Bracigowo, zatrzymaliśmy się na jedną noc w Serbii, by zatopić się dosłownie po uszy w bałkańskiej muzyce, zdominowanej przez trąbki orkiestr dętych. Ostatnio byłem tu kilka lat temu podczas rowerowej wyprawy do Czarnogóry i Albanii, a jeszcze wcześniej, gdy zwiedzałem Serbię i Macedonię. Chciałem wykorzystać okazję i poczuć ten klimat ponownie, bo Guča leży na trasie dojazdowej do Bułgarii. Dla reszty ekipy było to pierwsze zetknięcie z fenomenem „Saboru trubača u Guči”, festiwalu odbywającego się w tym roku po raz 57! Moi kompani jednak, niestety, nie do końca podzielali tę euforię i nie pomógł nawet występ Gorana Bregovića, który, co tu dużo mówić, nawet mnie tym razem rozczarował. Pewnie dlatego finałowy pokaz sztucznych ogni oglądałem już z namiotu. A że następnego dnia planowaliśmy wcześnie wyjechać, wskoczenie do śpiworów o przyzwoitej porze było nam nawet na rękę. 
Nowy dzień przywitał nas ponurym niebem, dlatego bez wielkiego żalu, szybko zwinęliśmy się z zaśmieconego i grząskiego od błota parkingu i po południu dotarliśmy wreszcie do Bratsigova. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Krzysztof Grabowski