okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2018 >> Jak stare, dobre małżeństwo

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Jak stare, dobre małżeństwo

Sławomir Bajew
 
Podsumowaniem zeszłorocznych moich rowerowych wyczynów chciałem się zająć. Mimo że nie było w 2017 wielu wypraw, długich etapów, odkrywania nieznanego, uznaję ten rok za udany. Był taki czas, kiedy odmierzałem jego poszczególne odcinki rowerowymi osiągnięciami. Życie toczyło się w rytmie od planowania i realizacji jednego pomysłu do drugiego, i znów plan, i znów wyjazd. I jeszcze raz to samo. Gorączkowo wymyślałem i gorączkowo realizowałem. Dziesiątki gigabajtów zdjęć, zrzutów mapek, zapisków. Nieźle wypasione archiwum się nagromadziło. Ale ten rok był inny. Obecność mojego przyjaciela na dwóch kółkach stała się cicha. Jesteśmy ostatnio ze sobą jak stare małżeństwo. Wcześniej (myślałem, że tak właśnie trzeba) wydziwiałem i kombinowałem, żeby zabrać przyjaciela na jak najbardziej atrakcyjną wycieczkę. Pokazać mu góry, morze, wymyć mu oponki w lodowatej wodzie u źródeł rzeki, potoczyć po deskach kilometrowych kładek nad bagniskiem. Fundowałem noclegi w hotelowych komnatach w kurortach i pod pałatką na kempingu. Czasem nawet pod gołym niebem. W słońcu i w deszczu. Na dobre i złe. Razem. Byliśmy w siebie zapatrzeni. Czas poświęcony dla innych przyjaciół nie przynosił spodziewanej satysfakcji. Przynajmniej mnie. Ten etap burzliwego, intensywnego narzeczeństwa trwał wiele, wiele lat. 
Miniony rok zapoczątkował w naszej przyjaźni nowy okres: wyrozumiałej i nienachalnej obecności. W tym roku (zauważyłem) zaczęliśmy się spotykać bardziej przy okazji niż celowo, ale (znowu zauważyłem) nie spowodowało to wcale zmniejszenia siły naszego uczucia. Wciąż potrafimy się sobą cieszyć, mimo że widujemy się i rzadziej, i krócej. Nawet fakt, że obok stanął czarny konkurent wspomagany elektrycznie nie wpłynął na naszą przyjaźń. Nie boczymy się, kiedy choćby i przez tydzień nie mamy kontaktu. Kiedyś miałem z tego powodu wyrzuty sumienia. Dziś wiem, jak ważny jest szacunek dla naszej niezależności. Okazuje się, że systematyczne dojazdy do pracy, kilka dłuższych przejażdżek po okolicy, kilka rajdów i przejazd znad Wisły w Puławach do Bystrzycy w Kotlinie Kłodzkiej pozwoliły uskładać prawie 10 tysięcy kilometrów. Nawet tego nie zauważyłem, a 10 tysięcy to przecież niemało. 
Przestaliśmy od siebie oczekiwać nerwowych docenień. Spokojnie ruszamy w podróż, gdy przychodzi na to czas. Równie satysfakcjonujące okazują się krótkie wybryki, jak i długodystansowe batalie pod wiatr. Co przyniesie następny rok? Będzie chłodniej między nami, czy wręcz przeciwnie – temperatura się podniesie? Na progu roku nam wszystkim, rowerowym fascynatom, życzę przede wszystkim satysfakcji płynącej z realizowania pasji. Na każdym dystansie. Ach, byłbym zapomniał. Do zobaczenia na gali Nagrody „Rowertouru”, 27 stycznia 2018 roku. Koniecznie! 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.