okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2018 >> Czy rower na zdrowie wychodzi?

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> kolarstwo: niszczy i uzdrawia


Czy rower na zdrowie wychodzi?

Piotr Ejsmont
Mistrz świata Rik Van Looy łamie obojczyk na Tour de France w 1963 roku
Wiem to po sobie. Jak jeżdżę, to nie choruję. Wsiadłem na rower od razu jako kolarz, w wyniku zalecenia lekarza sportowego. Nie raz cierpię na siodełku jak zbity pies i pytam samego siebie, za jakie grzechy popełnione i niepopełnione? 
 
Deszcz, grad, śnieg, zimno, wiatr, który zwala z roweru… Upał, bruki i dziury w drogach… Na szczęście nieliczne kraksy, perfidne góry, na których wypluwa się płuca. Żadna z tych rzeczy nie jest w stanie powstrzymać mnie przed kolejną jazdą. Jest coś, co trudno określić słowami, a co wpływa na prawie metafizyczną ocenę pedałowania. Przede wszystkim uczucie wolności, porównywalne chyba tylko do lotu ptaka. Szczególnie jest ono odczuwane na zjazdach, kiedy rower staje się częścią ciała i skręca oraz skacze, jak chcesz. Kiedy jesteś już wprawiony technicznie, można obudzić w sobie demona szybkości. Wielu cyklistów kojarzy jazdę rowerem z aktem prawdziwej wolności. Jakiś stopień wymęczenia się na rowerze jest potrzebny, by poznać swój organizm, nie tylko pod względem fizycznym. Tajemną mocą bicykla jest to, że potrafi on wyczyścić nam głowę, zresetować myśli o trudach codziennego życia. 
Często znajomi potwierdzają mój pogląd, że rowerzyści są osobami w większości pozytywnie nastawionymi do życia. Być może sprawia to stały kontakt z naturą. Kiedy jadę, obserwuję chmury, wierzchołki drzew, by zorientować się, z której strony wieje wiatr. Odkrywam w przyrodzie zmiany pór roku. Spotykam jelonki, zające, kuny, dziki, lisy, bociany, myszołowy, orły, wróble, skowronki, łabędzie, nawet gąsienice, motyle, biedronki. Także konie, barany, owce, kury, koty, psy sportowe i te wściekłe. Za wyjątkiem tych ostatnich, żyjemy wszyscy w wielkiej symbiozie. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Roger De Maertelaere „Rik Van Looy”