okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2017 >> Wyspa ognia i lodu

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Na szlaku >> Islandia


Wyspa ognia i lodu

Alicja Barć
Takie widoki mieliśmy każdego ranka tuż po wyjściu z namiotu
Islandia już od dawna figurowała na czele listy naszych wymarzonych rowerowych kierunków. I mimo że nie zajmowała miejsca pierwszego, zrealizowanie wyjazdu na tę odległą wyspę warte było wywalczenia miesięcznego urlopu, poświęcenia wielu godzin na planowanie trasy oraz wydania niemałych pieniędzy na nowszy sprzęt rowerowy i bilety lotnicze. Kilkumiesięczne przygotowania wydawały się nie mieć końca, aż w końcu przyszedł lipcowy poranek, który zaprowadził nas na katowickie lotnisko, gdzie zaczęła się nasza przygoda.
 
Za cel wyprawy obieramy objechanie Islandii dookoła popularną drogą krajową nr 1, zwaną często pierścieniem (Ring Road), bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, polegając tylko na sile własnych nóg. Trasę postanawiamy pokonać przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, ze względu na kierunek wiatru i nachylenie drogi (jak się szybko okazuje, to jedna z lepszych decyzji tej wyprawy). Zwiedzenie Islandii to część naszego podróżniczego projektu Planeta Dzika, który zakłada odkrywanie na rowerze dzikich i mało popularnych zakątków świata. Towarzyszem naszych wypraw jest bowiem pluszowy dzik Bernard, maskotka i dzielny uczestnik wszystkich podróży. Zatem nie mogło go zabraknąć i teraz. 
Obładowani 20 kilogramami żywności i sprzętem kempingowym, po kilkugodzinnym locie stoimy w hali na lotnisku Keflavík pod Reykjavíkiem. Zważywszy na późną porę, decydujemy się dostać do stolicy autobusem, noc spędzić na miejskim kempingu i następnego dnia ruszyć w drogę. Kemping w Reykjavíku robi na nas bardzo pozytywne wrażenie. Duży, z darmowymi prysznicami (co na Islandii nie jest normą), świetlicą i wielką kuchnią, w której można skorzystać z pozostawionego przez innych turystów jedzenia, a także z półką, gdzie znajduje się różnej maści sprzęt turystyczny, również zostawiony przez poprzedników. I można go zabrać. Wszystko w imię recyklingu, czyli ponownego wykorzystania niepotrzebnych już komuś przedmiotów.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Alicja Barć i Bartosz Maciejewski