okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 12/2017 >> Wyspa ognia i lodu

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Na szlaku >> Islandia


Wyspa ognia i lodu

Alicja Barć
Takie widoki mieliśmy każdego ranka tuż po wyjściu z namiotu
Islandia już od dawna figurowała na czele listy naszych wymarzonych rowerowych kierunków. I mimo że nie zajmowała miejsca pierwszego, zrealizowanie wyjazdu na tę odległą wyspę warte było wywalczenia miesięcznego urlopu, poświęcenia wielu godzin na planowanie trasy oraz wydania niemałych pieniędzy na nowszy sprzęt rowerowy i bilety lotnicze. Kilkumiesięczne przygotowania wydawały się nie mieć końca, aż w końcu przyszedł lipcowy poranek, który zaprowadził nas na katowickie lotnisko, gdzie zaczęła się nasza przygoda.
 
Za cel wyprawy obieramy objechanie Islandii dookoła popularną drogą krajową nr 1, zwaną często pierścieniem (Ring Road), bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, polegając tylko na sile własnych nóg. Trasę postanawiamy pokonać przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, ze względu na kierunek wiatru i nachylenie drogi (jak się szybko okazuje, to jedna z lepszych decyzji tej wyprawy). Zwiedzenie Islandii to część naszego podróżniczego projektu Planeta Dzika, który zakłada odkrywanie na rowerze dzikich i mało popularnych zakątków świata. Towarzyszem naszych wypraw jest bowiem pluszowy dzik Bernard, maskotka i dzielny uczestnik wszystkich podróży. Zatem nie mogło go zabraknąć i teraz. 
Obładowani 20 kilogramami żywności i sprzętem kempingowym, po kilkugodzinnym locie stoimy w hali na lotnisku Keflavík pod Reykjavíkiem. Zważywszy na późną porę, decydujemy się dostać do stolicy autobusem, noc spędzić na miejskim kempingu i następnego dnia ruszyć w drogę. Kemping w Reykjavíku robi na nas bardzo pozytywne wrażenie. Duży, z darmowymi prysznicami (co na Islandii nie jest normą), świetlicą i wielką kuchnią, w której można skorzystać z pozostawionego przez innych turystów jedzenia, a także z półką, gdzie znajduje się różnej maści sprzęt turystyczny, również zostawiony przez poprzedników. I można go zabrać. Wszystko w imię recyklingu, czyli ponownego wykorzystania niepotrzebnych już komuś przedmiotów.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Alicja Barć i Bartosz Maciejewski