okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2017 >> Śnieżna kołderka na stole

nowości

Kierownica na wypasie

Controltech to najwyższa półka wśród producentów części rowerowych, marka specjalizująca się w produkcji kierownic,... »

Spokojna głowa (rodzica)

W ofercie niemieckiej marki Uvex znajdziecie wiele ciekawych kasków, ale naszą uwagę zwrócił model Quatro Junior – kask o... »

Angi zadzwoni

Od kwietnia 2018 roku w każdym nowym samochodzie sprzedawanym w Unii Europejskiej obowiązkowo musi być zamontowany system eCall, który w... »

Koszulka z bąbelkami?

Uniwersalny podkoszulek średniej grubości, który zapewnia ciepło i doskonale odprowadza wilgoć, zapewne nie znalazłby miejsca na łamach... »

Licznik inaczej

Cat-eye zaprezentował zwykły, bezprzewodowy licznik, za to w niezwykłej formie. Licznik jest zintegrowany z uchwytem, zajmuje mało miejsca,... »

Pompka nożna

Stalowe konstrukcje do pompowania opon, które królowały na bazarach w latach 90., widuje się coraz rzadziej, ale SKS uważa, że... »

poradniki

Jak je wyprostować

Z pewnością nieraz zastanawialiście się, dlaczego koła w Waszych jednośladach się krzywią i czy da się je wyprostować w warunkach... »

Po zmroku

Choć używamy ich przez cały rok, to właśnie w okresie jesienno-zimowym mają do wykonania największą robotę. Lampki rowerowe prowadzą nas... »

Na szlaku >> Góry Stołowe


Śnieżna kołderka na stole

Tomasz Larczyński
Odpłużony kawałeczek Kręgielnego Traktu w Karłowie
W poprzedniej relacji [„Rowertour”, nr 9/2017] poddałem ocenie pomysł mikrowyprawy polegającej na wyjeździe z Trójmiasta w góry na jeden dzień, z dwiema nocami w pociągu, pokazując zarazem bardzo udaną – moim zdaniem – praktyczną realizację. Ponieważ w następstwie mego wyznania nikt mnie do domu bez klamek nie zapakował, podbijam stawkę: w góry na jeden dzień. Lecz w środku zimy.
 
Jak poprzednio, tak i tutaj na swą obronę mam parę względnie racjonalnych argumentów. Zima nad morzem to nieustanne pasmo siąpawicy w okolicach zera pod warstwą chmur spasionych jak po wybuchu wulkanu. Na piękne śnieżne zaspy trudno liczyć, skoro temperatura Zatoki Gdańskiej jeszcze w grudniu jest niewiele niższa niż w maju. Chcąc zatem przypomnieć sobie, jak wygląda rzeczywistość w wariancie odblaskowym, pozostaje gdańszczaninowi wybrać się w góry, a że zimą sytuacja rodzinna nie zmienia się przecież w stosunku do lata, to i w tym przypadku trzeba ratować się mikrowyprawami na bilecie weekendowym Intercity. Efekty bardzo sobie chwalę, choć dziwnym trafem trudno mi namówić kogokolwiek na współradowanie się tymiż. Docierająca w ferie szkolne do Kudowy grupa wagonów z TLK Sudety sama wskazała mi cel podróży: Góry Stołowe, w które – choć na piechotę obszedłem w nich każdy kamień po obu stronach granicy – na rowerze jeszcze nie dotarłem, nie licząc symbolicznego zakosu w Zawory, opisanego zresztą w pierwszej mojej relacji w „Rowertourze” [nr 9/2013]. 
Po miłym przebudzeniu w pociągu na naszej „kolei snów”, czyli linii kolejowej Kłodzko – Kudowa, zlustrowałem przesuwające się nieśpiesznie za oknami okolice przełęczy Polskie Wrota i skonstatowałem, że trzeba będzie przyjąć plan B, jeśli chodzi o wybór trasy. Tę na zimę przygotowuję zwykle w dwóch wariantach, w zależności od tego, czy pokrywa śnieżna umożliwia jazdę nieprzetartymi szlakami, do których zalicza się też przedeptanie na szerokość stopy jednego piechura. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Tomasz Larczyński