okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2017 >> Królowa jest tylko jedna

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z nurtem Wisły


Królowa jest tylko jedna

Anna Andrzejewska i Konrad Busza
Wisła - wielka, dzika i fascynująca
Wisła – królowa polskich rzek. Jedna z nielicznych nieuregulowanych i w dużej mierze dzikich, wielkich rzek Europy. Kilka lat temu spłynąłem nią z ojcem dmuchanym kanu. Rok 2017 został okrzyknięty Rokiem Wisły, więc nie pozostało nam nic innego, jak popedałować od jej źródeł aż do ujścia i zrobić to nie dłużej niż łódką.
 
Naszą przygodę zaczyna nie lada wyzwanie, jakim jest załadowanie dwóch rowerów i bagażu (łącznie w sakwach mamy około 90 kg) do pociągu. Udało się i oto wysiadamy na stacji w Wiśle. Już na rowerach docieramy nad Jezioro Czerniańskie, gdzie łączą się wody Białej i Czarnej Wisełki, skąd oficjalnie rozpoczynamy naszą wiślaną przygodę. 
Ruszamy wzdłuż rzeki bardzo przyjemnie zagospodarowaną Wiślaną Trasą Rowerową, poprowadzoną między innymi przez centrum Wisły. Pierwszy odcinek WTR wiedzie wzdłuż koryta, dzięki czemu nawet nie zauważamy, jak połykamy kolejne kilometry. Momentami brak oznaczeń wywołuje w nas małą konsternację i jedziemy na czuja, ale humory dopisują. Po dobrych kilku godzinach kręcenia korbami po pięknych beskidzkich wsiach, lasach i polach docieramy do zapory na Jeziorze Goczałkowickim. W okolicy planowaliśmy nasz pierwszy nocleg. Przy zaporze – odpada, ludzi dużo, więc postanawiamy ruszyć dalej i poszukać kogoś o dobrym sercu, kto udostępniłby nam kawałek trawnika. Miejsce znajdujemy w Czechowicach-Dziedzicach, już w pierwszym domu, do którego pukamy. Możemy nawet skorzystać z łazienki i prądu. 
Rankiem, odbijając kawałek od rzeki, docieramy do Wilamowic, interesującego miasteczka, gdzie swego czasu produkowano maczety i kosy na eksport między innymi do Afryki i Ameryki Południowej. Wilamowice zasługują jednak na wzmiankę także z innego powodu – rdzenni mieszkańcy miejscowości (o korzeniach szkockich i fryzyjsko-flandryjskich) mają własny język wymysiöeryś, noszą też charakterystyczne chusty w szkocką kratę. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 

 



Zdjęcie: Anna Andrzejewska i Konrad Busza