okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 12/2017 >> Przerwa na wolontariat

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Korespondencja >> Malezja


Przerwa na wolontariat

Daniel Kocuj
Wolontariusze budujący pierwszy w Malezji, samowystarczalny dom pasywny
Nieważne, ile komuś zapłacisz za zrobienie czegoś – najwięcej serca włoży w to ktoś, kto chce to zrobić sam z siebie i dla siebie. Bo największa ironia w wolontariacie tkwi w tym, że myśląc, iż poświęcamy się dla kogoś, tak naprawdę inwestujemy w samych siebie.
 
Lot z Surabaya do Kuala Lumpur praktycznie cały przesypiam. Śpię podczas startu i lądowania, a gdyby stewardessa mnie nie obudziła, przespałbym także posiłek. Budzę się tylko na chwilę, gdy samolot wisi wysoko nad pomarszczoną, błękitną płachtą. Z ciekawości zerkam na własną nawigację, aby zobaczyć, gdzie jestem. W tym momencie strzałka na ekranie przekracza równik. 
Z pokładu wychodzę ostatni. Idąc wzdłuż okna, obserwuję, jak samolot wypróżnia się z kolejnych walizek, podczas gdy panowie z obsługi niezbyt delikatnie zapełniają nimi podstawione przyczepy. Przystaję, gdy na taśmie dostrzegam swój rower. Pudło leży w poprzek i nie mieści się do tunelu służącego do ochrony bagażu przed deszczem. Karton zaczyna wędrować na jedną stronę przesuwającego się taśmociągu, aż w końcu spada na płytę lotniska. Oho, no to miałem rower – myślę. Dobrze, że wykupiłem na niego dodatkowe ubezpieczenie. Jeżeli rower został uszkodzony tak, że nie będę mógł wyruszyć nim z lotniska, to linie lotnicze – poza pokryciem kosztów szkody – zafundują mi transport do miasta i hotel. Na szczęście oględziny nie wykazują żadnych uszkodzeń (dopiero wiele miesięcy później zauważę skrzywiony przedni bagażnik). 
Złożywszy i objuczywszy rumaka, ruszam w stronę odległego o 60 kilometrów miasta. Arcynużącą jazdę rozpaloną autostradą przerywają dwa niespodziewane zdarzenia. Najpierw pewien motocyklista zajeżdża mi drogę, aby dodać mi otuchy i doradzić, że koniecznie muszę zajrzeć do sklepu rowerowego „The Basikal”. – Tam pomogą ci we wszelkich naprawach, a nawet cię przenocują – radzi. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Daniel Kocuj