okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2017 >> Przerwa na wolontariat

nowości

Kierownica na wypasie

Controltech to najwyższa półka wśród producentów części rowerowych, marka specjalizująca się w produkcji kierownic,... »

Spokojna głowa (rodzica)

W ofercie niemieckiej marki Uvex znajdziecie wiele ciekawych kasków, ale naszą uwagę zwrócił model Quatro Junior – kask o... »

Angi zadzwoni

Od kwietnia 2018 roku w każdym nowym samochodzie sprzedawanym w Unii Europejskiej obowiązkowo musi być zamontowany system eCall, który w... »

Koszulka z bąbelkami?

Uniwersalny podkoszulek średniej grubości, który zapewnia ciepło i doskonale odprowadza wilgoć, zapewne nie znalazłby miejsca na łamach... »

Licznik inaczej

Cat-eye zaprezentował zwykły, bezprzewodowy licznik, za to w niezwykłej formie. Licznik jest zintegrowany z uchwytem, zajmuje mało miejsca,... »

Pompka nożna

Stalowe konstrukcje do pompowania opon, które królowały na bazarach w latach 90., widuje się coraz rzadziej, ale SKS uważa, że... »

poradniki

Jak je wyprostować

Z pewnością nieraz zastanawialiście się, dlaczego koła w Waszych jednośladach się krzywią i czy da się je wyprostować w warunkach... »

Po zmroku

Choć używamy ich przez cały rok, to właśnie w okresie jesienno-zimowym mają do wykonania największą robotę. Lampki rowerowe prowadzą nas... »

Korespondencja >> Malezja


Przerwa na wolontariat

Daniel Kocuj
Wolontariusze budujący pierwszy w Malezji, samowystarczalny dom pasywny
Nieważne, ile komuś zapłacisz za zrobienie czegoś – najwięcej serca włoży w to ktoś, kto chce to zrobić sam z siebie i dla siebie. Bo największa ironia w wolontariacie tkwi w tym, że myśląc, iż poświęcamy się dla kogoś, tak naprawdę inwestujemy w samych siebie.
 
Lot z Surabaya do Kuala Lumpur praktycznie cały przesypiam. Śpię podczas startu i lądowania, a gdyby stewardessa mnie nie obudziła, przespałbym także posiłek. Budzę się tylko na chwilę, gdy samolot wisi wysoko nad pomarszczoną, błękitną płachtą. Z ciekawości zerkam na własną nawigację, aby zobaczyć, gdzie jestem. W tym momencie strzałka na ekranie przekracza równik. 
Z pokładu wychodzę ostatni. Idąc wzdłuż okna, obserwuję, jak samolot wypróżnia się z kolejnych walizek, podczas gdy panowie z obsługi niezbyt delikatnie zapełniają nimi podstawione przyczepy. Przystaję, gdy na taśmie dostrzegam swój rower. Pudło leży w poprzek i nie mieści się do tunelu służącego do ochrony bagażu przed deszczem. Karton zaczyna wędrować na jedną stronę przesuwającego się taśmociągu, aż w końcu spada na płytę lotniska. Oho, no to miałem rower – myślę. Dobrze, że wykupiłem na niego dodatkowe ubezpieczenie. Jeżeli rower został uszkodzony tak, że nie będę mógł wyruszyć nim z lotniska, to linie lotnicze – poza pokryciem kosztów szkody – zafundują mi transport do miasta i hotel. Na szczęście oględziny nie wykazują żadnych uszkodzeń (dopiero wiele miesięcy później zauważę skrzywiony przedni bagażnik). 
Złożywszy i objuczywszy rumaka, ruszam w stronę odległego o 60 kilometrów miasta. Arcynużącą jazdę rozpaloną autostradą przerywają dwa niespodziewane zdarzenia. Najpierw pewien motocyklista zajeżdża mi drogę, aby dodać mi otuchy i doradzić, że koniecznie muszę zajrzeć do sklepu rowerowego „The Basikal”. – Tam pomogą ci we wszelkich naprawach, a nawet cię przenocują – radzi. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Daniel Kocuj