okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 11/2017 >> Morze papryki i wina

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Na szlaku >> Węgry - wokół Balatonu


Morze papryki i wina

Edyta Rzymowska
Termy na wulkanie w Hévíz
Naszą bazą podczas wyprawy rowerowej wokół Balatonu staje się Tapolca. Miasteczko pełne uroku i atrakcji, ale o tym na końcu. Po całodziennej jeździe samochodem z Polski docieramy słonecznym popołudniem na nasz pierwszy nocleg. Po szybkim przeniesieniu bagaży do pokoi część z nas postanawia jeszcze wybrać się na krótką przejażdżkę rowerową po miasteczku oraz nad brzeg Balatonu – węgierskiego morza.
 
Chcemy przywitać się z naszym towarzyszem podróży na najbliższe cztery dni. Zjeżdżamy drogą nr 77, a potem 84 przez miejscowość Balatonederics do jeziora – w poszukiwaniu jego brzegu. Okazuje się to niełatwe. Wiemy, gdzie jest woda, ale zupełnie nie potrafimy przedrzeć się do niej przez trzcinowiska i krzaki. W międzyczasie się zmierzcha. Znajdujemy furtkę w płocie, za którym widać brzeg Balatonu i plażę. Furtka jest otwarta, a w pobliżu nie ma nikogo. Wchodzimy więc na plażę. Jak się później okaże, większość plaż nad Balatonem jest ogrodzona, a wejście płatne. Rozsiadamy się na brzegu. Ściągamy buty i chcemy wymoczyć zmęczone całodniową drogą stopy. Musimy się jednak zanurzyć cali, bo komary tną tu niemiłosiernie. Nad taflą wody zerka na nas ciekawskie lico księżyca. Ze względu na późną porę i brak oświetlenia w naszych rowerach – zapomnieliśmy o nim, pospiesznie wybiegając z domu sióstr zakonnych, u których nocujemy – postanawiamy wrócić do Tapolcy pociągiem. Podjeżdżamy na dworzec kolejowy. Ładujemy rowery do stojącego już na peronie pociągu i próbujemy kupić bilety u konduktora. Do komunikacji używamy rąk i bogatej gestykulacji, bo konduktor wydaje się nie rozumieć słowa w języku angielskim. Po polsku nawet nie próbujemy. Pokazujemy siebie, rowery i naszą nieletnią bohaterkę podróży z nadzieją, że dla niej może będzie jakaś zniżka. Pan kiwa głową, coś do nas mówi, oczywiście w swoim ojczystym języku, którego w pień nie rozumiemy. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Edyta Rzymowska