okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 11/2017 >> Kiedy powietrze parzy

nowości

Korkowe hamulce

Wiedzieliście, że do karbonowych obręczy można zastosować korkowe klocki hamulcowe? Właśnie takie okładziny proponuje Bontrager pod nazwą... »

Adapter Crosso

W korespondencji przychodzącej do redakcji często powtarza się pytanie o to, jak zamocować sakwy Crosso do bagażników o konstrukcji... »

Kask Robin Hooda

Znany i ceniony kask Roam firmy Met doczekał się nowej, limitowanej wersji kolorystycznej: Sherwood. To właśnie odcienie zieleni, występujące w... »

Kosmetyki na zakręty

Aż 36 agrafek musieli pokonać kolarze startujący w Giro d'Italia, by wspiąć się na słynne Cima Coppi. Dwóch z nich: Alberto Contador i... »

Koszulka lekko dopasowana

Kolory rzucające się w oczy, materiał najwyższej jakości, krój lekko dopasowany. Kto powiedział, że koszulki opracowane z myślą o... »

Trójkołowy składak

Osoby mające trudności z poruszaniem się na dwukołowym rowerze, które jednak nie chcą rezygnować z aktywności, mogą mieć spory... »

poradniki

Na jesienno-zimową pluchę

Pęd chłodnego powietrza dodatkowo potęguje uczucie przenikającego ciało zimna. Wie o tym każdy, kto choć raz zasmakował przejażdżki w zimne... »

Na szlaku >> południowa Hiszpania


Kiedy powietrze parzy

Michał Sitarz
W kanionie rzeki Júcar
Poniekąd w konsekwencji kilku ostatnich zamorskich wojaży tym razem przyszedł czas na podróż bardziej ekonomiczną, mocno niskobudżetową. Za parę groszy. Tanie bilety lotnicze, solidnie wyeksploatowany ekwipunek, nadwerężone opony pamiętające jeszcze pustynię Namib, mongolskie stepy i wysokie andyjskie przełęcze. Brak bardzo gruntownych przygotowań oznaczał również sporą dawkę improwizacji. Nakłady są minimalne, przecież przed nami „tylko” Hiszpania.
 
Co w tym roku tak mało egzotycznie? Hiszpania? Byliśmy tam z dziećmi. Trochę dużo ludzi na plażach i dosyć wysokie ceny hoteli. Takie oto demotywujące słowa słyszymy przed naszą podróżą. Jednak mamy wielką nadzieję, że my jedziemy do zupełnie innej Hiszpanii niż znajomi i znajomi znajomych. Że naszą Hiszpanię i ich Hiszpanię będzie łączyła jedynie zbieżność nazw. Bo my pragniemy niespiesznie wędrować przez krainę niezmienioną od stuleci, przemierzać prowincję w znikomym tylko stopniu skażoną przez współczesną cywilizację. Spoglądając na mapę, dochodzimy do wniosku, że południe oferuje więcej niezamieszkanych przestrzeni, małych dróg, odludnych szlaków i zapomnianych wiosek. A my właśnie przyjeżdżamy po to, żeby się zgubić, być jak najdalej od miejsc popularnych, gwarnych i ruchliwych. 
Madryt. Na lotnisku skręcamy rowery. Jest dosyć późno. Nie ma wielkiego sensu wieczorem jechać przez przedmieścia. Wcześnie rano pojedzie pociąg regionalny do Walencji, wysiądziemy gdzieś po drodze. Na dworzec kolejowy Chamartin dojeżdżamy metrem. Przed północą jest on zamykany. Na zewnątrz raczej pusto i ciepło. Kładziemy się na drewnianym podeście. Po 30 minutach snu budzą nas krople deszczu. Najpierw spadają nieśmiało, po chwili przeradzają się w ulewę. Przenosimy się pod zadaszenie. Leje jak z cebra, błyskawice co rusz rozświetlają niebo. Powietrze się przyjemnie schładza. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Michał Sitarz