okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 1 (11)/2009 >> Drogą nr 17, gdzie słońce nie zachodzi

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Na szlaku >> z Trondheim do Bodø


Drogą nr 17, gdzie słońce nie zachodzi

Michał Sitarz
Widok niedaleko przystani w Anddalsvåg

Naszą kolejną rowerową przygodę rozpoczynamy niedaleko miejsca, do którego udało nam się dotrzeć w ubiegłym roku („Fiordy Skandynawii”, „Rowertour” nr 6/2008). Spełniamy więc daną sobie obietnicę – że jeszcze tu wrócimy. W Trondheim, mimo pełni lata, jest około 12 stopni Celsjusza, na niebie nie ma ani jednej chmurki. Temperatura trochę działa na naszą wyobraźnię: skoro tutaj jest tak zimno, jak będzie dalej, na północy?

Z Trondheim jedziemy do Bodø, przed nami ponad 800 kilometrów, trasą wiodącą w znacznej części wzdłuż słynnej drogi nr 17 (Rv. 17, Kystriksveien), uchodzącej za jedną z najpiękniejszych na świecie. To pierwszy etap naszej rowerowej wyprawy zakończonej po 47 dniach i 4600 kilometrach. Etap, który polecamy każdemu, kto dobrze czuje się na dwóch kołach, a ciekawość świata nie pozwala mu usiedzieć na miejscu.
Na lotnisku w Balicach jesteśmy po godzinie siódmej rano. Płacimy za rowery, nadajemy bagaże i czekamy na lot. Z Krakowa lecimy razem, a z Oslo już, niestety, innymi samolotami – podobno na pokład można zabrać tylko jeden rower! Na szczęście Ola leci do  Trondheim zaledwie 50 minut po mnie, więc nie ma tragedii. Samolot z Krakowa ma jednak godzinę opóźnienia i trzeba się będzie nagimnastykować, żeby zdążyć na lot Oslo – Trondheim. Cudem zdążyłem w ostatniej chwili. Szczęśliwe lądowanie, odbieram bagaże i zajmuję się składaniem roweru. Po dłuższej chwili patrzę, a na taśmie bagażowej leży komplet sakw Oli, które miały przylecieć z nią za kilkadziesiąt minut. Widać, wrzucili wszystkie hurtem, pomyślawszy zapewne, że skoro czerwone, to z pewnością wszystkie powinny lecieć razem. Ola przylatuje punktualnie, składamy drugi rower, wymieniamy trochę waluty i ruszamy. Na odcinku z lotniska do centrum Trondheim jest świetnie utrzymana ścieżka rowerowa. Przedmieścia miasta już niedaleko, prawie 30 kilometrów za nami, na obozowisko wybieramy zaciszne miejsce z widokiem na malowniczą zatokę.
Około godziny czwartej rano zbierają się ciemne chmury. Jednak zamiast deszczu mamy kolejny dzień pięknej pogody. Kluczymy trochę po podmiejskich uliczkach Trondheim, ale wszędzie są ścieżki rowerowe, więc jedzie się bardzo przyjemnie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Michał Sitarz i Aleksandra Nikitin