okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2017 >> Trzy żywioły na raz

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Maroko


Trzy żywioły na raz

Andrzej Dąbrowski
Przepiękna droga przez góry Atlas niedaleko Tizgui-n-Barda

Długo rozmyślaliśmy nad tym, gdzie wybrać się na kolejną wyprawę. Większość wymarzonych kierunków po podliczeniu kosztów przekraczała nasz budżet. Szukając tanich połączeń, natknęliśmy się na loty do północnej Afryki. Wcześniej w ogóle nie braliśmy tego kierunku pod uwagę. Po przeczytaniu kilku artykułów Maroko jawiło się coraz bardziej obiecująco.

To kraj opisywany niczym miejsce z „Baśni tysiąca i jednej nocy”, o różnorodnym krajobrazie – od rozległej pustyni po wysokogórskie szczyty, głębokie wąwozy i doliny. Państwo kontrastów, zabytkowych pałaców, medyn i meczetów, o jakże ciekawej historii, barwnej kulturze i wyśmienitej kuchni… Jak szybko się okazało, Maroko to także idealny wybór na rowerowe podboje.
Przygotowując się do wyprawy i planując trasę, ochrzciliśmy ją mianem „Rowerem przez trzy żywioły”. Wyznaczyliśmy sobie bowiem trzy cele: chcieliśmy zmierzyć się z górami Atlas, odwiedzić Saharę oraz dotrzeć nad Atlantyk.
Samolot startuje wczesnym rankiem, ale tej nocy żaden z nas nie zdrzemnął się nawet na sekundę. Na lotnisku Chopina jesteśmy już o 4.30, aby dopilnować odprawy i nadania bagażu sportowego. Każdy ma wątpliwości związane z jego wagą, gdyż różne linie lotnicze mają różne limity. Ale mieścimy się w przewidzianych 30 kilogramach. Lot mija szybko, z jedną przesiadką w Mediolanie. I choć z racji zmiany przewoźnika musimy przejść kolejną odprawę, odbywa się ona bardzo sprawnie. Do Marrakeszu docieramy około godziny 16. Na lotnisku zastajemy zupełnie inny świat.
W hali przylotów próbujemy wyszukać adres hostelu, korzystając z Wi-Fi. Okazuje się bowiem, o czym nie wiedzieliśmy, że przy odprawie paszportowej należy podać meldunek i miejsce pierwszego noclegu. Pogranicznicy nie odpuszczają, przypominając, że w okolicy lotniska nie można biwakować na dziko.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


 



Zdjęcie: Andrzej Dąbrowski