okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2017 >> Pieniądze szczęścia nie dają

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Rumunia i Mołdawia


Pieniądze szczęścia nie dają

Mirosław Pieprzycki
Malownicza wioska rumuńskiej Bukowiny

Bună ziua Romania! Dzień dobry, Rumunio! Rumunia, a szczególnie Mołdawia, to dla wielu naszych rodaków nadal turystyczna egzotyka. I my tak myślimy, a na potwierdzenie naszych przypuszczeń już kilka kilometrów za węgiersko-rumuńską granicą spotykamy ekscentryczną postać. Na ławce pod lasem, jak gdyby nigdy nic, siedzi pustelnik z brodą tak długą, że przy nim członkowie zespołu ZZ Top zzielenieliby z zazdrości.

Pokonujemy pierwszą na trasie przełęcz i dojeżdżamy do wsi Săpânța. Tam zwiedzamy słynny Wesoły Cmentarz. O wyjątkowości nekropolii w skali Europy stanowią unikalne, kolorowe, drewniane nagrobki, na których wyrzeźbiono scenki z życia pochowanych tam mieszkańców wioski, często opatrzone dowcipnymi wierszykami o zmarłych lub przyczynach, z powodu których rozstali się z życiem.
Z Săpânțy niedaleko już do Syhotu Marmaroskiego (Sighetu Marmației), miasta, w którym planujemy nasz pierwszy nocleg. Po deszczowej nocy poranek wita nas ciepłymi promieniami słońca. Na rowery i w drogę! Z głównej szosy biegnącej przez region Marmarosz (Maramureș) skręcamy w kierunku kotliny Budeşti. Chcemy podążać przed siebie pośród zapomnianych wiosek, w których życie biegnie własnym, niespiesznym trybem, oraz uroczych, drewnianych cerkwi. Ta w Sat-Şugatag, jak wiele innych, otoczona jest tonącym w zieleni cmentarzem. Wiejskie drewniane bramy, tak jak cerkwie, są symbolem regionu. Niektóre bogato rzeźbione, ozdobione herbami czy drewnianymi łańcuchami. Oglądamy kolejne cerkwie – w Deseşti i Hoteni. Te małe okazują się najbardziej urocze. Pięknie zdobione haftowanymi chustami i serwetami. Mniej ascetycznie, a bardziej domowo i przytulnie. Na kemping w Breb dojeżdżamy w samą porę, by schować się przed rzęsistym deszczem. W niedzielny poranek mijamy mieszkańców podążających na nabożeństwo, odświętnie ubranych w ludowe stroje.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


 



Zdjęcie: Mirosław Pieprzycki