okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1 (11)/2009 >> Gdzie ta granica?

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Na szlaku >> wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry


Gdzie ta granica?

Piotr Kurek
Wspólna radość na plaży w Ahlbecku. Przejechaliśmy szlak rowerowy wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry

W dziewięć dni przejechaliśmy 840 kilometrów. Łącznie pedałowaliśmy ponad 50 godzin, a zatem ponad dwie doby siedzieliśmy na siodełku. Trzy razy przekraczaliśmy granicę 100 km w ciągu jednego dnia. Rekord to 124 km w siedem godzin z małym okładem.

Pamiętam, jak kilka lat temu, podczas poznańskich Targów Turystycznych Tour Salon, szukając rowerowych inspiracji, znalazłem informację podpartą folderem na temat szlaku Nysa Łużycka – Odra. Wiedziałem już wówczas, że za rok, dwa namówię kolegów „od siodełka”: przetestujemy szlak na naszych bicyklach i własnej skórze. W efekcie uzbierało się nas jedenastu bikerów płci obojga. Tuż przed wyjazdem uroczyście obiecaliśmy sobie, że o ile nam siły i zdrowie dopiszą, pojedziemy wzdłuż Nysy Łużyckiej, aż do miejsca, gdzie wpada ona do Odry. I dalej, już przy Odrze, w stronę Morza Bałtyckiego. Przejechanie zachodniej granicy Polski zajęło nam całe dziewięć dni. Mimo dumnie brzmiących statystyk, wcale nie gnaliśmy na złamanie karku, ciągle odkrywając po drodze coś nowego, o czym już wiemy z historii i co wcześniej każdy z nas widział tylko we fragmencie – bo inne elementy krajobrazu jeszcze do niedawna leżały poza granicami kraju i naszych możliwości.
Nová Ves w Czechach. Tu, na południowo-zachodnich stokach Gór Izerskich (563 m n.p.m.), rozpoczyna swój bieg Nysa Łużycka. Wypływa gdzieś w lesie, w otoczonym kamieniami źródełku, z połączenia dwóch rzek: Nysy Biedrzychowskiej i Nysy Czarnej. Zresztą informuje o tym okolicznościowa tablica. Nová Ves, Jablonec, Liberec… Pierwszy dzień upłynął nam na podziwianiu czeskich krajobrazów i pokonywaniu licznych wzniesień, aż do granicy z Niemcami. Pierwsze 54 kilometry były jazdą wzdłuż górnego odcinka Nysy Łużyckiej, właśnie po czeskiej stronie, dobrze oznaczonym szlakiem. Naprawdę nie sposób się pogubić. W miejscowości Olbersdorf zatrzymaliśmy się na odpoczynek, bynajmniej nie tylko ze względu na krajobrazowe walory tegoż miejsca. W wodach Nysy, na wysokości Olbersdorfu, spotykają się granice Polski, Niemiec i Czech.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Piotr Kurek