okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1 (11)/2009 >> Koniec języka za przewodnika

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Na szlaku >> Jura Krakowsko-Częstochowska


Koniec języka za przewodnika

Sławomir Bajew
Samowyzwalacz uchwycił mnie na tle ruin zamku w Mirowie

Ustaliłem termin wyjazdu na ostatni weekend października i podjąłem decyzję o szusie przez Wzgórza Strzelińskie do Kotliny Kłodzkiej. Łatwo dojechać z Poznania pociągiem, atrakcyjna trasa i nocleg niedrogi. Same plusy. I nagle... Trzask! Prask! Znajomi jadą do Katowic w tym właśnie czasie. Mają na dachu bagażnik rowerowy. Chcą mnie zabrać. Znajdują darmowy nocleg i nokautują wizją atrakcyjnej trasy po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Byłem bez szans.

Ale panie! Sezon się już skończył! – usłyszałem w warsztacie, gdzie poprosiłem o wymianę kasety, łańcucha i klocków hamulcowych. Niby tak, ale jeszcze kilka dni zostało do listopada, jeszcze trochę liści widać na drzewach, jeszcze słońce czasem przyświeci. Trzeba się ruszać, póki chęci są i możliwości! Pan mechanik rowerowy raczej powinien się ucieszyć z roboty, a nie malkontenctwem zniechęcać raczej ostatnich w tym sezonie klientów. Na jego miejscu zachęcałbym do jesienno-zimowej jazdy wszystkich, bo na pewno w zimnie rower może być bardziej awaryjny. Jednak to jego sprawa. Ja zamarzyłem sobie pohasać jeszcze gdzieś po południowej Polsce. Mniej więcej wiedziałem, że chciałbym po niewielkich górkach i żeby za drogo nie było.
W piątkowy wieczór przy ruchliwej trasie S1 auto znajomych wyrzuca mnie na stacji benzynowej w Koziegłowach. Obieram azymut Żarki i w ciemnościach, obwieszony światełkami i odblaskami niczym choinka w Boże Narodzenie, pedałuję 16 kilometrów. Jazda w ciemnościach po ruchliwej drodze do przyjemnych nie należy. Ja widzę samochody i słyszę bardzo wyraźnie, ale mam zawsze z tyłu głowy obawę, czy aby kierowcy widzą mnie tak samo wyraźnie, bo że nie słyszą, to nawet czasem dla mnie lepiej.
Bezpiecznie docieram do Żarek, gdzie nocuję z rowerem w motelowym pokoju. Rano, zaraz po standardowym hotelowym śniadanku, jadę do Leśniowa. Tu podziwiam sanktuarium Matki Boskiej Leśniowskiej Patronki Rodzin pod opieką ojców paulinów. Jakiś czas temu w „Dużym Formacie” czytałem reportaż o tym klasztorze i o niezwykłych wydarzeniach, jakie się tu zdarzały i zdarzają. Podczas wizyty w sanktuarium ogarnia mnie zachwyt. Błąkam się po parku. Schodzę do źródełka.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Sławomir Bajew