okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2017 >> Wyścig od kulis

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Wyścig od kulis

Sławomir Bajew
 
Warkot silnika i wiatr, który wciskał się pod kolarskie okulary, gdy mknęliśmy na oznakowanym motocyklu pomiędzy grupkami kolarzy po zabezpieczonej, pustej szosie gdzieś pod Kalwarią Zebrzydowską – zapamiętam. Tłum ludzi na krakowskim rynku, hałas, gwar, muzykę z mocnym bitem tak głośną, że mózg popadł, ciągnąc za sobą resztę organizmu, w stan jakiegoś rodzaju sportowego stuporu – zapamiętam. Długonogie hostessy w szpilkach wysokich jak maszty, uśmiechnięte twarze kibiców i tajemniczych kolarzy – też zapamiętam. I jeszcze krzątającego się pomiędzy tym wszystkim i wszystkimi rozpromienionego Czesława Langa oraz redaktora Tomasza Jarońskiego z figlarnym uśmiechem zaczepiającego ludzi. Pierwszy haust pędu wiatru i wciskające w bagażnik przyspieszenie pod Wawelem zaraz po starcie, okrzyki: – Majka, Majka! – zapamiętam. Szum gum, oszołomienie, że „jak to, oto jadę właśnie obok Sagana, Nibalego i Majki” – zapamiętam.
Tegoroczna edycja naszego sztandarowego wyścigu kolarskiego, czyli 74. Tour de Pologne, wystartowała w Krakowie. Od czasu, gdy okazało się, iż na linii startu zameldują się wspomniane wyżej gwiazdy peletonu, plus jeszcze wielu, wielu innych znakomitych zawodników, zainteresowanie wyścigiem rosło, rosło i rosło. Nawet zacząłem w radiu o tym mówić, że przyjadą tacy to a tacy, że świetna trasa, że w zeszłym roku przy trasie obejrzały kolarzy i kolumnę wyścigu (a widok to imponujący) ponad trzy miliony kibiców, więc może pobijemy tę frekwencję i oto wpada do skrzynki mail. Byłem w studiu. Otwieram. Czytam. „Może na motorze się Pan przejedzie, Panie Sławku?”. Ja się boję jeździć motocyklem, nie chcę. Dziękuję. „Zobaczy Pan z bliska peleton. Będziemy przejeżdżać przez kolumnę, pozna Pan to od środka!”. Ale nie mam urlopu – chcę się wymigać, czując jednocześnie, że taka okazja już może się nie trafić. To chociaż na weekend! Na dwa etapy się uda – ulegam, ku swojej radości. Tylko ten motor. A tam, dam radę! 
Nie śpię trzy noce wcześniej. Emocje. Kupuję bilety PKP. Jadę. Tłok. Ośmioosobowe przedziały. Kurde, kto to wymyślił? I start w Krakowie, i jazda przed, za i obok peletonu. Za ucieczką, przed ucieczką, z marshallami, zabezpieczającymi trasę, przy sędziach, przy wozach technicznych, obok ekipy telewizyjnej i przy wozie sędziego, jedziemy, prujemy, przedzieramy się na motocyklu szefa zabezpieczenia wyścigu, Adama Michty. Wrażenia nadspodziewane. Więc tak wygląda wyścig od środka. Imponujące. Logistyka tego przedsięwzięcia zachwyca równie mocno, jak emocje sportowe. Kibic przy trasie ma przed sobą kolarzy przez kilkanaście sekund na płaskim etapie, a na górskim kilkanaście minut, gdy peleton jest porwany. Często widzowie czekają tam wiele godzin, chcąc zobaczyć ulubionych championów roweru. Potem myk! I już po wszystkim. Ja mam teraz inaczej: nasycam się widokiem rywalizacji z bliska. Nabieram dla tego sportu coraz większego respektu i szacunku. I zawodnik, i kibic są go godni. Zresztą wszyscy jesteśmy: organizator, uczestnik i widz! Każdy tak samo. Piechotą, na rowerze i na motorze.
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.