okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1 (11)/2009 >> Z ekranu na rower

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

W cztery oczy >> Adam Probosz


Z ekranu na rower

Z Adamem Proboszem, dziennikarz Eurosportu, aktorem rozmawia Krzysztof Ulanowski
Na trasie maratonów w Istebnej nieraz trzeba zsiadać z roweru

Jest Pan dziennikarzem, aktorem czy sportowcem, który bierze udział w rowerowych wyścigach?
– Nie uważam siebie za sportowca. Biorę udział w maratonach górskich, nie po to jednak, żeby się ścigać. Maratony traktuję jako fajne imprezy turystyczne. Poza tym w pierwszej kolejności nie czuję się dziennikarzem czy rowerzystą, lecz ojcem dwóch córek i mężem. Dobrze mi z moimi najbliższymi, choć z drugiej strony nie wyobrażam sobie, by rola ojca rodziny była moim jedynym życiowym zadaniem. Jestem człowiekiem o niespokojnej duszy, dlatego lubię i pojeździć na rowerze, i pochodzić po górach.

Na jakich szlakach górskich najczęściej można Pana spotkać?
– Pochodzę z Istebnej, najbardziej więc kocham swoją małą ojczyznę, czyli Beskid Śląski. Jestem zresztą współtwórcą rowerowego maratonu, który od czterech lat odbywa się w Istebnej. Beskid Śląski, stosunkowo niewysokie góry, to idealny teren do jazdy na rowerze. Lubię pedałować zarówno po polskiej, jak i po czeskiej stronie granicy, w okolicach Jabłonkowa. Po prostu kocham góry. Obaj moi starsi bracia byli kolarzami. Mój brat Marek pięciokrotnie został mistrzem Śląska, a ja byłem dumny z tego, że mogę mu czyścić rower. Z kolei mój ojciec przyjaźnił się z himalaistą Jurkiem Kukuczką, a w domu sporo opowiadało się o jego wyprawach w najwyższe góry świata. Stąd moja fascynacja Tybetem i działania na rzecz zakończenia okupacji przez Chiny tego magicznego kraju.

Rozumiem, że rowerowe wędrówki w krainach bardziej nizinnych Pana nie pociągają?

– Nieprawda. Od około dwóch lat jeżdżę na Podlasie, gdzie jest dość płasko, a poza tym jest spokój, nie ma za wiele samochodów i mogę tam bez większych obaw zabierać swoją rodzinę. Lubię też Kaszuby, choć przyznaję, że najczęściej przemierzam je nie rowerem, lecz autem lub pieszo. Dużą frajdę sprawiła mi jazda w okolicach Hertogenbosch w Holandii. Mam tam przyjaciela, Holendra, poważnego doradcę podatkowego, który na bicyklu dojeżdża do pracy. My, Polacy, możemy sobie pomarzyć nie tylko o takiej jakości ścieżek rowerowych i dróg, ale także o takiej kulturze jazdy.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Archiwum Adama Probosza