okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2017 >> Nie da się tu zgubić. A jednak!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Korea Południowa


Nie da się tu zgubić. A jednak!

Adela Tarkowska
Pałac królewski oraz dziewczyny ubrane w tradycyjne stroje niezwykle kontrastują z nowoczesnym obliczem Seulu
Do Korei Południowej przypływamy promem z Japonii. Ruszamy z portu ulicami Busanu oszołomieni bijącymi zewsząd światłami neonów. Na noc zatrzymujemy się u młodego marynarza, który gości nas po królewsku na 25. piętrze nowoczesnego, futurystycznego apartamentowca, będącego ucieleśnieniem moich wyobrażeń o Korei.
 
W drzwiach jest nie dziurka od klucza, ale elektroniczny zamek na kod. Rano budzi nas odkurzacz, który odpinając się samoistnie od doku ładującego, melduje gotowość do pracy oraz informuje, że jest poniedziałek, godzina siódma, i zaczyna sam sprzątać podłogę. Naszym głównym celem w Busanie jest zdobycie wiz do Rosji. Pełni obaw wybieramy się do konsulatu. Zgodnie z oficjalnymi informacjami nie możemy ubiegać się o wizy rosyjskie w Korei, nie będąc jej obywatelami. Kilka tygodni temu napisałam z zapytaniem, czy mogliby zrobić wyjątek od reguły i przyjąć nasze wnioski. Dostałam odpowiedź pozytywną. Na miejscu w okienku na szczęście obsługuje nas ta sama osoba, z którą korespondowałam. Wnioski zostają przyjęte, a nawet urzędnik robi nam uprzejmość i mówi, że wizy będą do odbioru nie za przepisowe czternaście, a już za osiem dni.
Aby wykorzystać ten czas, postanawiamy pojechać do położonego nieopodal Busanu historycznego miasta Gyeongju, w którym znajdują się wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO buddyjskie obiekty sakralne oraz grobowce starożytnej dynastii Shilla. Wyjazd z Busanu jest bardzo przyjemny, ponieważ jedziemy ścieżką rowerową wiodącą wzdłuż plaży. Gdy po 20 kilometrach odcinek urywa się, zaczyna się koszmarna droga szybkiego ruchu – zakurzona, pełna rozpędzonych ciężarówek i z zaśmieconym poboczem. Szukając miejsca na nocleg, znajdujemy na mapie w telefonie coś, co wygląda na park. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski