okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2017 >> Spotkanie z przyrodą

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Spotkanie z przyrodą

Weronika Leczkowska
 
Poznałam ich w drodze – ja rowerem, oni terenowym samochodem. Zatrzymałam się w sklepie w poszukiwaniu czegoś jadalnego, oni już tam byli. Na mój widok wydali okrzyki zachwytu, po czym wyściskali jak dobrego znajomego. No, bo mój blog, rower, tułaczka bez celu – oni to kochają! Nie będę ukrywała, że nie przywykłam do takich powitań, ani też, że takie sytuacje są mi obojętne – to bardzo miłe uczucie. Gdy więc zaproponowali wspólny nocleg gdzieś w plenerze, mimo potrzeby samotności nie odmówiłam. Ale umówiliśmy się, że spotkamy się w lesie dopiero wieczorem – w ten sposób i ja, i oni mogliśmy realizować swoje odmienne plany jeszcze przez pół dnia. 
Było już ciemno, cicho, gwiazdy nad głową, ciemny zarys lasu i jeziora wokół. Nie zdążyłam jednak poczuć do końca klimatu miejsca noclegu, gdy moi nowi znajomi wyciągnęli z samochodu wielką lampę i akumulator i oświetlili cały teren. To dla bezpieczeństwa podobno. Pewnie – światło było tak mocne, że widać nas było zapewne w promieniu kilku kilometrów. Nawet blask ogniska zginął zamroczony reflektorem. Dla pełnego bezpieczeństwa potrzebna była jeszcze głośna muzyka, całkowicie tłumiąca szum lasu i wiatru na jeziorze. Po co więc było jechać w magiczne, dzikie miejsce, skoro zagłuszyliśmy całkowicie jego piękno swoją obecnością?
Nasza cywilizacja coraz bardziej oddziela nas od przyrody. Nie przebywając w naturze na co dzień, zaczynamy się jej bać. W konsekwencji nie potrafimy tu przesiadywać jako cichy gość – z atawistycznego strachu przed nieznanym musimy narzucić swoją obecność, tak by to natura się nas bała.
Gdy tak siedziałam sobie nocą, oddzielona od tego, co wokół, pomyślałam, że my, podróżnicy rowerowi, jesteśmy cudownym reliktem tego świata. Już sama forma podróży jest zaprzeczeniem pośpiechu, w jakim żyje świat. Dodać do tego nieunikniony i prawdziwy kontakt z przyrodą (choćbyśmy nie wiem jak chcieli, reflektor i magnetofon nie zmieszczą się nam do sakw), i otrzymamy archaiczny, ale jakże piękny przepis na doznawanie świata! 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu: www.wronabezogona.pl.