okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2017 >> Szwendacz

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Szwendacz

Sławomir Bajew
 
Nawet w najczarniejszych snach rowerowego szwendacza nie pojawił się choćby na chwilę motyw wspomagania. Żeby nie było: wspomagania elektrycznego. Na jawie szwendacz myślał z obrzydzeniem, że mógłby szlachetne zmaganie się ze sobą podczas wycieczek, wypraw i dojazdów do pracy wspomagać prądem. Rower to ma być rower, czyli pojazd napędzany siłą ludzkich mięśni, a nie jakieś nie wiadomo co. 
I tak sobie szwendacz rowerowy żył, żył, aż dożył dnia, w którym na jakimś portalu „kupię/sprzedam” zwrócił uwagę na dość ładnie prezentujące się urządzenie wyglądające jak rower. Jak się niebawem okaże, to, że nasz heros w ogóle trafił na taki portal, nie było dziełem przypadku. Wróćmy jednak na portal albo na stronę, jakkolwiek to brzmi. W istocie miał przed sobą rower. Tylko że ze wspomaganiem elektrycznym. Szwendacz rozpoczął studiowanie parametrów. – Ależ ciężkie bydlę – uśmiechnął się pod wąsem, a jednocześnie nad brodą. Poczuł niezbyt wyraźną (jednak zawsze to coś) satysfakcję. W porównaniu z jego wycieniowanym góralem waga tego cudeńka była – mówiąc oględnie – dość znaczna. Zaraz potem wypatrzył rodzaj przerzutki, ramy i możliwości silnika. Szczęka obsunęła się piętro niżej. Potem skumał wydajność akumulatora. Szczęka zawisła tuż nad pępkiem. Na niewielkie usprawiedliwienie szwendacza mamy to, iż tego dnia właśnie mocno wiało i nasz bohater musiał się nieźle narobić, by dojechać na czas do pracy. Poświsty wiatrów przeciwnych niemal wciskały mu gałki oczne do czaszki, a uszy trzepotały niczym spłoszony koliber. Nie to, żeby bał się wiatrów. Nie lubił ich, jak każdy przeciętny zjadacz kilometrów na rowerze. Ni mniej, ni więcej. Ale tego dnia stało się coś, co szwendacza skłoniło (może nawet podświadomie) do wizyty na rzeczonym portalu. Motywację tego internetowego poszukiwania szwendacz schował w najodleglejszym miejscu swojej głowy, udając przed sobą, że to nie jego myśl jest, że to tylko tak sobie. 
Bo co się stało, kiedy tak walczył przeciw wiatrowi, starając się punktualnie dotrzeć do pracy? Otóż, wyciskając z siebie ostatni już, jaki mu został w zapasie, pot (siódmy!), sapiąc niemiłosiernie i próbując nie dać się wiatrowi zdmuchnąć z siodełka, spostrzegł kątem oka zasuszonego staruszka, który wyprzedził go na rowerze z taką lekkością i swobodą, jakby metr z lewej szwendacza wiatr wiał w przeciwną stronę. Dziadziuś szybciutko oddalał się od oszołomionego bohatera, a ten o mało co nie zauważyłby, że starszy pan jechał na rowerze ze wspomaganiem. Dośpiewajcie sobie ciąg dalszy, a ja zjadę w głąb myśli szwendacza, żeby obnażyć jego motywację, która nazywa się ambicja. A ponieważ szwendacz to ja, poszedłem z tym do doktora. I wiecie, co się okazało? Że ambicja jest chora! A mimo to spoglądam na swój nowy, niezbyt lekki nabytek. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.