okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2017 >> Na tropie reniferów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Wielkopolska: Słupca i okolice


Na tropie reniferów

Dagmara Frydrychowicz
U celu podróży
Wiosna w pełni, dni coraz dłuższe. Pakuję niewielki plecak i wsiadam na rower. Jakiś czas temu w telewizji widziałam reportaż o założonej w Wielkopolsce norweskiej wiosce o nazwie Arendel. To nie żart. Są tam ponoć renifery, kolorowe domki i koniki wikingów. Jestem ciekawa, jak norweska północ wpisała się w wielkopolski klimat. 
 
Siadam do laptopa i za pomocą wyszukiwarki sprawdzam, gdzie dokładnie leży Arendel. Okazuje się, że to niecałe 30 kilometrów od Koszut, mojego miejsca zamieszkania. Na obrzeżach wsi Włodzimirów, kilka kilometrów za Zagórowem. A w szerszej skali: pomiędzy Wrześnią a Koninem. Idealny dystans na wiosenny rowerowy wypad. 
Przez Koszuty pedałuję wybudowanym już kilkanaście lat temu ciągiem pieszo-rowerowym. Pod kołami wprawdzie kostka, ale nie narzekam, bo przynajmniej jest po czym jechać w miarę bezpiecznie. Mieszkam przy dość ruchliwej drodze wojewódzkiej nr 263. To wariant alternatywny, którego jednak nie polecam. Dojeżdżam do Słupcy, gdzie przecinam drogę krajową nr 92 i wjeżdżam na ulicę Wspólną. Nie wybieram jednak prostej drogi do Lądu, lecz jadę lekkim objazdem przez Gółkowo i Borki. Lubię ten wariant, mniejszy ruch, poza tym fragment trasy prowadzi przez niewielki las. Wiaduktem przejeżdżam nad Autostradą Wolności. Zatrzymuję się na chwilę, kondycja niezła, ale muszę zdjąć część garderoby. Okazuje się, że ubrałam o jeden długi rękaw za dużo, a robi się naprawdę ciepło. Palców w rękawiczkach niestety nie obetnę. 
Ruszam dalej, na horyzoncie zaczynają już majaczyć barokowe wieże klasztoru w Lądzie. Lądowskie opactwo to spuścizna zakonu cystersów (obecnie w rękach salezjanów), którzy przybyli na te ziemie około 1145 roku. Początkowo funkcjonowało jako folwark zakonu w Łeknie, a od 1175 roku już samodzielnie. Aż do XVI wieku klasztor zamieszkiwany był przez mnichów z Nadrenii. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Dagmara Frydrychowicz