okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2017 >> Słaba silna płeć

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Słaba silna płeć

Weronika Leczkowska
 
Czy ja już kiedyś pisałam, dlaczego bardzo lubię być podróżującą kobietą? Nie? To dziś o tym napiszę.
Po pierwsze. Gdy podróżuję, zawsze mogę liczyć na pomoc przypadkowych ludzi. Sami zatrzymują się i pytają, czy mogą w czymś pomóc. Nie, to nie jest reguła dostępna dla wszystkich podróżników – gdy jest ze mną mąż, sprawa wygląda odmiennie. Również zimą, gdy moja płeć pozostaje zakamuflowana pod grubą warstwą ubrań, reakcje wybawców bywają jakby ostrożniejsze.
Po drugie. Z reguły wystarczy, że mam przy sobie odpowiednie narzędzia, a nie muszę się martwić o to, do czego one służą. Popsute przerzutki, niedokręcone kierownice i siodełka naprawiają się same. Bosko, prawda? Aby się tak zadziało, wystarczy w odpowiedniej chwili zademonstrować „kobiecą bezradność”. Celowo nie wymieniłam tu zwyczajnego „flaka” – no bez przesady, do takiej naprawy pomocy mi nie potrzeba…
Po trzecie. Nikt nie wszczyna ze mną awantur i nie chce się bić za źle ustawiony rower, za nieustąpienie pierwszeństwa itp. Jeśli zdarzy mi się błąd, zamiast szybkiej i często spotykanej fali przekleństw (lub rękoczynów) usłyszę tylko zgryźliwy komentarz o blondynkach. A że blondynką nie tylko nie jestem, ale i nie bywam, puszczam go mimo uszu…
Po czwarte. W podróży wiele rzeczy niemożliwych załatwiam „na piękne oczy”. Gdy roweru nie chcą zabrać do pociągu, gdy ostatnie miejsce jest już zajęte, gdy zamykają właśnie muzeum – wtedy kobieta ma większe szanse na pomyślne rozwiązanie takiej sprawy. 
Po piąte. Bardzo często znajduję się w miejscach, gdzie mnie być nie powinno. Teren strzeżony, ogrodzony. Stary fort, opuszczony pałac, nieczynna fabryka itp. Nie jestem tu w celach wandalizmu czy kradzieży – odkrywam coś dla siebie. Wrażliwie oglądam to, co normalnie niedostępne, doświadczam miejsc, które (czasami dostępne dla ogółu np. jedynie w dzień) nocą wydają mi się atrakcyjniejsze. Trochę zabawa, trochę przygoda. Jednak gdy czasami zostaję przyłapana…. wtedy spokojnie mogę zamienić się w „zagubioną we mgle”. Ochrona nie wzywa policji, nie doszukuje się we mnie złodzieja i nie przeszukuje mi kieszeni, co zapewne nastąpiłoby, gdybym była mężczyzną. Jako kobieta mogę stwierdzić, że sama nie wiem, jak znalazłam się po drugiej stronie tego wysokiego muru. I jak tu nie uwierzyć zagubionej w mroku kobiecie? Przecież nie przeskoczyła chyba…
Po szóste. Patrząc na to, ile potrafią zjeść moi koledzy rowerzyści, uważam, że przedstawicielki płci pięknej są przy nich niczym perpetuum mobile: prawie nie jedzą, a jadą… oj jadą! Ja w każdym razie potrafię pojechać dalej, niż większości mężczyzn w moim wieku mogłoby się przyśnić. To zapewne skutek lżejszych o tony zapasów żywieniowych w sakwach.
Po siódme. Jest jeszcze jedna rzecz, która stawia mnie chyba wysoko ponad kolegami rowerzystami. Przekonałam się o tym ostatnio podczas przejażdżki z mężem, gdy po mniej więcej 30--40 kilometrach zaczął się kręcić na siodełku i lekko pojękiwać…
Panowie! Mimo tandety, jaką niewątpliwie jest moje (wybrane bez większego namysłu) siodełko, nie mam z tego powodu najmniejszego dyskomfortu! Zazdrościcie? Niech żyje „słaba” płeć! 

Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu www.wronabezogona.pl.