okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2017 >> Dziś są moje urodziny

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Japonia


Dziś są moje urodziny

Adela Tarkowska
W Japonii trafiamy w sam środek kwitnienia wiśni
Panie i panowie, prosimy o zapięcie pasów, za moment lądujemy w Japonii – budzi mnie głos dobiegający z głośnika. – Jest godzina dziewiąta rano czasu lokalnego. Temperatura powietrza wynosi siedem stopni Celsjusza. Niebo nad Tokio jest zachmurzone. Na cały dzień zapowiadane są obfite opady.
 
Wyruszamy w szarówie i lodowatych strugach deszczu. Na noc mamy się zatrzymać na przedmieściach Tokio, gdzie czeka na nas Roman – mieszkający tu rowerzysta z Rumunii. Ponieważ lotnisko usytuowane jest kilkadziesiąt kilometrów od stolicy, jestem przekonana, że będziemy cały czas jechać w niekończącej się aglomeracji. Tymczasem nie ujeżdżamy wiele, gdy droga zaczyna wieść wśród pól z kapustą, zagajników bambusowych i obór z krowami. Momentami asfalt urywa się i zamienia w błotnistą polną ścieżkę. Co jakiś czas mijamy skupiska pięknych, bardzo dużych, drewnianych domów ze spadzistymi dachami i zadbanymi ogrodami z drzewami bonsai. Ze świątyń buddyjskich bije ciepłe światło świec i dobiegają zapachy kadzideł. Mimo zauroczenia okolicą, po kilku godzinach jazdy coraz bardziej doskwiera mi przeszywające zimno. Powoli robi się ciemno, a temperatura spada do zaledwie pięciu stopni. Dwie godziny po zmroku docieramy wreszcie na miejsce. Roman wychodzi przed dom i mówi zatroskany: – Myślałem, że już nigdy nie dojedziecie! Bardzo się o was martwiłem. Rowery zostawcie na ulicy, nie trzeba ich przypinać. W Japonii nikt nie kradnie. Zabierzcie jedynie bagaże i chodźcie do środka! 
Cała trzęsę się z zimna. Próbuję ściągnąć sakwę z bagażnika, ale mam tak skostniałe dłonie, że palce bezwładnie zsuwają się z uchwytu. Nasz gospodarz, widząc to, pomaga mi rozpakować rower, a następnie ordynuje niezwłoczne udanie się pod prysznic. Gdy wychodzę z łazienki, nadal cała się trzęsę. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Krzysztof Józefowski