okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2017 >> Coś muszę zrobić!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Coś muszę zrobić!

Weronika Leczkowska
 
Pierwsze promienie słońca, pierwsze liście, pierwsze kwiaty. Wraz z wiosną i my rodzimy się na nowo – nowe pomysły na życie, nowy zapał. We mnie też budzi się bardzo silna energia, niemalże paraliżująca inne aktywności mojego życia: wyjechać! Natychmiast, gdziekolwiek, na jak najdłużej się da. Rodzina przeżyje, praca tym bardziej. Więc co ja tu jeszcze robię?
Wszystkim miłośnikom przyrody przedwiośnie upłynęło pod znakiem wycinek. I ja za każdym razem, gdy wyjeżdżałam rowerem, rozglądałam się z niepokojem – czy zastanę krajobraz podobny do tego sprzed kilku dni? Czy drwale nie dotarli już do moich ukochanych miejsc? 
Pierwsza padła brzoza niedaleko mojego domu. „Bo popękała i stanowiła zagrożenie” – powiedzieli mi sąsiedzi. Cóż dadzą teraz tłumaczenia, że brzoza przyrasta, pękając od zewnątrz? Teraz w celu podwinięcia prawej nogawki mogę sobie postawić nogę na całkiem sporym pieńku.
Drugi był modrzew. W sumie nie mam pojęcia dlaczego, bo stał na uboczu i nikomu nie wadził. Przechodząca kobieta powiedziała mi jednak, że usechł, to wycięli… I znów należałoby wytłumaczyć, że modrzewie zrzucają igły na zimę.
Trzeci był szpaler topoli. O tym, że topola to nie drzewo, dowiedziałam się już wiele lat temu, gdy zarówno główny plac miasta, jak i targowisko zostały z nich ogołocone. Utrzymanie tego gatunku drzew w dobrej formie wymaga pielęgnacji i przycinania, a to kłopot. W ich miejsce posadzono więc „prawdziwe” drzewa – dwumetrowe karłowate kloniki.
Dwadzieścia lat temu, w ramach ratowania drzewka przed moim biurem wezwałam straż miejską. Mój pracodawca stracił wtedy wynajmowany lokal, ja zostałam zwolniona, ale drzewko ocalało. Mimo późniejszych kłopotów, nigdy nie żałowałam tego, co zrobiłam. Opowiadam zawsze tę anegdotę znajomym z przymrużeniem oka, sądząc, że czasy się zmieniły i większość ludzi ma już proekologiczne nastawienie. Jak bardzo się jednak mylę... Odgórne pozwolenie na wycinkę drzew spowodowało, że kto może, to tnie!
Mam ochotę zaszyć się w domu i nie wychodzić stąd do końca świata (który, jeśli niczego nie zmienimy, nastąpi chyba niebawem). Silniejsze jest jednak we mnie poczucie, że coś muszę zrobić.
Rozwiązanie przyszło z internetu – świątki. Miejsca kultu religijnego mają większe szanse na przetrwanie. Wystarczy kilka desek, mała figurka (do kupienia za naprawdę niewielkie pieniądze w sieci) i dzięki boskiej interwencji topór „kapliczkowe” drzewo ominie… Zamiast ruszyć na moją włóczęgę, jeżdżę więc po chodnikach i ścieżynach z sakwami wypełnionymi małymi niebieskimi figurkami, które montuję na wiekowych drzewach. Tak na wszelki wypadek, na niepewną przyszłość… A gdy te mi się skończą, pojadę do sklepu ogrodniczego – mam niewielki ogródek wokół domu, w ramach ratowania Ziemi zamienię go w prawdziwy busz! 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu www.wronabezogona.pl.