okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2017 >> Help! Nikt nie odpowiada

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Indie


Help! Nikt nie odpowiada

Daniel Kocuj
Shimla. Miasto – brama do Himalajów
Birmańska dżungla w końcu mnie wypuściła, ale z problemami żołądkowymi i bólem głowy, jakby chciała przestrzec mnie i innych na przyszłość. Przejście graniczne pomiędzy Birmą a Indiami – Tamu-Moreh – osiągam resztkami sił. 
 
Gdy zobaczył mnie agent od road permit (pozwoleń drogowych), tylko zapytał, czy na pewno chcę przekroczyć granicę dzisiaj. Może odpoczniesz i ruszysz jutro? W tym momencie w portfelu miałem tylko parę kyatów, na hotel za mało, więc stwierdziłem krótko: „Let’s go”. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, ile to zajmie czasu… 
Po pierwsze, granica jest zamknięta dla ruchu lokalnego. Powiedział mi to uzbrojony żołnierz na przejściu. Dwóch Hindusów zaginęło w Birmie, a jeden Birmańczyk w Indiach i zamknęli granicę. W związku z tym urzędy emigracyjne po obydwu stronach mają dzień wolny i urzędnicy niechętnie stemplują jakiekolwiek dokumenty. Gdy już jedni mnie wypuścili, drudzy nie chcieli wpuścić. Granicę stanowi rzeka, a przejście to wiszący nad nią most. Do połowy pomalowany na żółto, od drugiej na biało, co wygląda dość symbolicznie. Powoli wtaczam się do punktu kontrolnego, gdzie czekają na mnie kolejni uzbrojeni żołnierze. Nie pytają, co wiozę, ale dokładnie sprawdzają zgodność papierów. Na szczęście agent wszystko cierpliwie tłumaczy za mnie, podczas gdy ja obserwuję przez siatkę maskującą swój pierwszy mecz krykieta. Pora na urząd emigracyjny po stronie indyjskiej. Chłopaki akurat grają w siatkówkę i mimo wyczerpania nachodzi mnie ochota, aby do nich dołączyć. Agent prowadzi mnie jednak do mężczyzny w średnim wieku, który na podwórku siedzi na krześle, ubrany jedynie w bokserki, na kolanach trzymając karabin snajperski. Poza tym ma poważny, trochę surowy wyraz twarzy. To jest szef. Nie wie, że siatkówka jest w Polsce sportem narodowym. Niewiele go interesuje kraj, z którego pochodzę, ani stojący przed nim rowerzysta. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Daniel Kocuj
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164