okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2017 >> Kraina Dunajem płynąca

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Serbia


Kraina Dunajem płynąca

Karolina i Kamil Cichy
Przełom Dunaju w Parku Narodowym Đerdap, czyli tzw. Żelazna Brama
Serbski Dunaj jest jak morze. Potrafi być wzburzony albo spokojny. W najbardziej rozległym miejscu ma aż siedem kilometrów szerokości! Pływają po nim wielkie pasażerskie statki i ładowne barki. 
 
Całkowita długość rzeki, przepływającej przez aż 10 krajów, to prawie 3000 kilometrów. W samej Serbii Dunaj przemierza 588 kilometrów, począwszy od rolniczej Wojwodiny na północy, przez Serbię Centralną z Belgradem, docierając do skalistych Gór Wschodnioserbskich i Parku Narodowego Đerdap. Dunaj staje się tutaj granicą oddzielającą kraj od Rumunii. To bardzo malowniczy region, gdzie dolina rzeki tworzy malowniczy przełom. To tzw. Żelazna Brama – naturalna brama i skalny wąwóz (największy wąwóz rzeczny w Europie), który rzeka wyrzeźbiła miliony lat temu. Działa tu zapora wodna kontrolująca poziom dunajskiej, kiedyś niebezpiecznie płytkiej na tym odcinku, wody. To na szczycie zapory rozpoczęliśmy swoją serbską rowerową przygodę.
Biały znak z czarną czcionką w alfabecie wschodniosłowiańskim i łacińskim oznajmia, że znaleźliśmy się w Serbii. Z zapory wodnej rozciąga się widok na szeroki, błękitny Dunaj, a górskie zbocza wyrastają nad jego korytem, dodając krajobrazowi rozmachu. Tak naprawdę znajdujemy się na ziemi niczyjej, bo rumuńską straż graniczną zostawiliśmy za sobą, a serbska wciąż przed nami. 
Pogranicznik w okienku leniwie mierzy nas wzrokiem. Od niechcenia rzuca „kuda?” i na hasło „Belgrad” odburkuje: „aha”. Macha ręką i tak wjeżdżamy do Republiki Serbskiej.
Przy drodze od razu natykamy się na oznakowania szlaku rowerowego EuroVelo 6 (Morze Czarne – Atlantyk). Od koryta rzeki dzieli nas skalista skarpa. Po drugiej stronie drogi piętrzą się góry. Jest już wieczór, więc szukamy miejsca pod namiot. Wyglądamy zarośli lub zejścia nad Dunaj, ale mijamy jedynie pojedyncze krzaki bądź skupiska drzew, zawieszone na skraju wąwozu, oraz strome kamieniste zbocza prowadzące wprost do wody. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru” 
 

 



Zdjęcie: Karolina i Kamil Cichy