okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2017 >> Słodki smak zapote

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Meksyk


Słodki smak zapote

Michał Grzejszczak
Niezwykły Park Narodowy Lago de Camecuaro w stanie Michoacán
Na wiejskim przystanku autobusowym pod Acámbaro ktoś cienką kreską ołówka namalował na ścianie Jezusa w dresie Nike. Przynajmniej tak mi się wydawało. Zdjąłem okulary, by wydobyć z cienia kontur zarośniętej twarzy. Broda Chrystusa była znacznie dłuższa niż moja, jakby w podróży był znacznie dłużej niż ja. Patrzył na mnie podejrzliwie. Twarz jego była trochę krzywa, jakaś mało wyraźna i wydawała się raczej mniej niż bardziej godna zaufania. 
 
Wyciągnąłem z sakwy aparat, żeby zrobić mu zdjęcie. Klikam raz, drugi, trzeci… Myślę: pokażę kumplom, będą jaja, oni lubią takie historie. Zerkam w podgląd, ale… Jezusa na nim nie widać! Robię kolejnych parę klatek, patrzę… Bez zmian. Czyli cud? Skoro ja widzę, a inni nie zobaczą, to cud, tak? Kilka minut później cud rzeczywiście się wydarza, gdy rozpędzona biała ciężarówka mało co nie taranuje mnie na „tope”, znienawidzonym przez wszystkich zwalniającym garbie, wyprzedzając w niedozwolonym miejscu jadącego niespiesznie staruszka. W ostatnim momencie odskakuję na pobocze. Zeskakuję z roweru jak poparzony, łapię łapczywie oddech, nogi trzęsą się jak galareta, pięści się zaciskają, łzy cisną się do oczu, a z mych ust płynie niekontrolowana przeze mnie rzeka kompletnie nieprzyzwoitych słów. Emocje ponownie wygrywają nad zdrowym rozsądkiem. Emocje znów są silniejsze, choć wiem, że moje słowa na drodze tutaj nie znaczą zupełnie nic.
Meksyk jest Meksykiem, czy to się komuś podoba, czy nie. Chaos ma tam swój porządek i logikę, hałas ma swoją ciszę i brzmienie. Pęd, pośpiech i życiowa karuzela wyglądają zdecydowanie inaczej niż u nas. Przenosząc się na początku grudnia z przyprószonej pierwszym śniegiem Warszawy, staję nagle nad brzegiem przyjemnie pachnącego Atlantyku. Ocean mruczy swoje melodie, ptaki gapią się na mnie z góry, szybując bezgłośnie w powietrzu, a ja, wpatrując się w niewyraźną kreskę horyzontu, rozważam na poważnie, czy mnie przypadkiem Bóg w mym rozumie znowu nie opuścił.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Michał Grzejszczak