okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 2/2017 >> Do źródeł Warty

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Na szlaku >> Wyżyna Wieluńska i Szlak Orlich Gniazd


Do źródeł Warty

Rafał Fabiszak
Ruiny zamku w Mirowie

Nigdy nie przepadałem za rowerowymi wyprawami z namiotem. Zamiast wieczornej i porannej zabawy w rozkładanie i składanie wolałem zarezerwować sobie wygodny dach nad głową z pewnym łóżkiem i prysznicem. Jednak w życiu trzeba próbować nowych rzeczy.

 
Stało się – za namową małżonki zaplanowaliśmy wakacje z namiotem. Przede wszystkim miała to być doskonała przygoda i rozrywka dla naszych chłopaków – czteroletni Florek i niespełna dwuletni Tymek entuzjastycznie podeszli do tematu. Wybór padł na Jurę Krakowsko-Częstochowską, a konkretnie na jej mniej popularną część – Wyżynę Wieluńską oraz północny kawałek Jury właściwej. Plan zakładał pokonywanie około 40 kilometrów dziennie i dużo zwiedzania, żeby chłopaków nie zanudzić i nie zniechęcić do kolejnych wyjazdów. 
Pojazdy przygotowane, przyczepka zapakowana do granic możliwości, dojazd zapewniony, powrót i ewakuacja – w razie czego – zaplanowane. Ruszamy.
Zaczynamy w Wieluniu, w miejscu startu lokalnego szlaku rowerowego EWI-1. Samego miasta nie zwiedzamy, choć teraz żałuję, bo trzeba było chociaż rzucić okiem na mury obronne. Szlak szybko gubimy, GPS nie chce odpalić, zatem jedziemy tradycyjnie, ufając mapie i zmysłowi orientacji. Przyzwyczaiłem się już do wspomagania głowy techniką, ale wbrew obawom naturalny kompas działa bez zarzutu. Trafiamy na właściwą trasę, gdzie po paru kilometrach sygnał GPS i oznaczenia szlaku pojawiają się niemal równocześnie. Pierwszym przystankiem jest Krzyworzeka z zabytkowym kościołem i dzwonnicą z XIII wieku, w której podobno król Władysław Łokietek ukrywał się przed pościgiem Krzyżaków. Król miał spore szanse odwiedzić Krzyworzekę, ale Krzyżaków dołożono do tej historii chyba tylko dla ubarwienia opowieści. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Rafał Fabiszak