okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 2/2017 >> Smak rowerowej uczty

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Na szlaku >> Kaszubska Marszruta


Smak rowerowej uczty

Szymon Nitka
Jeden z najprzyjemniejszych odcinków Kaszubskiej Marszruty – szutrowa droga pomiędzy Brusami a Swornegaciami
Kiedy jesienią 2014 roku pierwszy raz pisałem o trasach Kaszubskiej Marszruty i żartobliwie wręczyłem jej kierownicę pierwszeństwa wśród turystycznych tras rowerowych w Polsce, byłem przekonany, że to wyróżnienie tymczasowe. Liczyłem na to, że po kilku, najwyżej kilkunastu miesiącach odbierze je Marszrucie powstający w tamtym okresie Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo.
 
Sądziłem – chyba nie ja jeden... – że leśne trasy po niewielkiej części Borów Tucholskich będą tylko lekką przystawką przed daniem głównym rowerowej uczty – rowerową autostradą przez wschodnią Polskę. Wkrótce jednak wyszło na jaw, że oczekiwana gwiazda wieczoru nie zawsze rozumie specyfikę rowerowej kuchni, a nieoczekiwanym bohaterem stał się zaskoczony powiat chojnicki.
Na Kaszubskiej Marszrucie spędziliśmy wtedy zimny listopadowy weekend. Najbliżej z Gdańska mieliśmy do Brus, gdzie pod pensjonatem zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy nowym szlakiem przed siebie. Początkowo po polnych drogach, za chwilę już leśnymi cichymi asfaltami, dotarliśmy na smażoną rybę w restauracji w jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w Borach Tucholskich –nad zaporą na Brdzie w Mylofie. A później zaczęło się to, na co czekaliśmy – świeżo oddane do użytku, leśne, turystyczne drogi rowerowe. To właśnie one – na przekór temperaturze – ciągnęły nas wtedy przed siebie i trzymały w dobrych nastrojach. Więcej – powstała między nami relacja, która trwa do dziś.
Nigdy nie ukrywałem, że należę do osób, które na pierwszej rowerowej wizycie na Kaszubskiej Marszrucie zostawiły tam kawałek krajoznawczo-turystycznego serca. Wtedy z drogi na Rugię ze względów rodzinnych musieliśmy zawrócić pod Szczecinem. Ola została w Gdańsku, a ja chociaż na chwilę uciekłem w Bory Tucholskie. Zachwyciłem się powstającą ideą i tak zostało. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Szymon Nitka