okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 2/2017 >> Po bruku jak w niebie

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Na szlaku >> Belgia - Flandria


Po bruku jak w niebie

Joanna Ejsmont, Piotr Ejsmont
Powrót z Koppenbergu do Oudenaarde
Czego mogą się spodziewać rowerzyści we Flandrii? Na przemian deszczu i wiatru, słońca i zimna, a do tego wąskich, krętych dróżek wśród pól, niezwykle stromych, ale krótkich podjazdów i zjazdów, na dodatek brukowanych. A wszystko to owiane historią dramatycznych wyścigów kolarskich, wielkich pojedynków, zwycięstw i klęsk. 
 
Do Flandrii pojechaliśmy trochę przez przypadek. Wydawało nam się, że te osławione flandryjskie bruki to nie nasza bajka. Pewnego razu przyjaciel z Saragossy – Angel Giner – namówił nas na wyjazd na szosowe mistrzostwa świata w kolarstwie dla dziennikarzy. Nie do Hiszpanii, Włoch czy Austrii, ale właśnie do Oudenaarde w zachodniej Flandrii. Nieduże miasto znane jest z tego, że w okolicy od lat rozgrywany jest jeden z najstarszych klasycznych (jednodniowych) wyścigów kolarskich, niezmiernie trudny Ronde van Vlaanderen (Dookoła Flandrii). Jego zwycięzcy przechodzą do historii kolarstwa, a miejscowi zostają bohaterami narodowymi. Mieliśmy być pierwszymi dziennikarzami z Polski na mistrzostwach rozgrywanych od 2000 roku. Ojczyzna nas wezwała, pakujemy więc narodowe koszulki i ruszamy w drogę do Belgii. Po 18 godzinach jazdy samochodem, tuż przed północą dojeżdżamy do Oudenaarde. 
Zatrzymujemy się w Hof Ter Kammen, czyli Dworze Tkaczy. To rodzinny pensjonat z czterema pokojami i apartamentem z osobną kuchnią. Każdy z pokojów nosi nazwę jednego ze słynnych brukowanych podjazdów. W każdym na ścianach zawieszone są zdjęcia z historycznych wyścigów. Byle nie nocować w Koppenberg – z pewnością podjazd ten przyśniłby się nam jako koszmar. Z ganku wchodzi się od razu do sali dziennej z recepcją – na jej kontuarze ściga się peleton małych kolarczyków, dalej jest część jadalna, kącik wypoczynkowy, niewielki bar i kuchnia. Wszędzie kolarskie akcenty. Pełno książek i albumów o tematyce kolarskiej, kolekcja bidonów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Joanna Ejsmont