okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2017 >> Tutaj warto pokluczyć

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Litwa


Tutaj warto pokluczyć

Krzysztof Grabowski
Nawet turystyczne Troki nie przytłaczają masą turystów
Skąd u miłośnika górskich wypraw pomysł, aby pojechać na Litwę? Chyba ze zmęczenia. Zamarzył mi się po prostu wypoczynek, leniuchowanie nad jeziorami, kąpiele, namiot, ogniska i spokojny pobyt w oddaleniu od tłumów turystów. Ktoś zaproponował Mazury, tyle że tam ciszy nie byłem pewien. Tymczasem tuż za miedzą jest kraina, która oferuje wszystko, o czym marzyłem, niemalże od ręki. 
 
Litwa, bo o niej mowa, należy przecież do Unii Europejskiej, nie martwimy się więc o paszporty, a nawet walutę – kupujemy euro i mamy wszystko, co potrzeba. Jedynie język mógł stwarzać jakąś barierę, ale ostatecznie nie okazał się problemem. Wyjazd był połączeniem klasycznego sposobu podróżowania rowerem z sakwami z wyjazdem zgoła odmiennym – samochodowym. A wszystko to jako wzorowy przykład pójścia na kompromis i zaspokojenia potrzeb każdego uczestnika. Monika, przyszła mama w siódmym miesiącu ciąży, nie mogła sobie już pozwolić na rower, ale też nie chciała spędzać wakacji biernie. Paweł, przyszły tato, przystał więc na wariant dojazdu autem na Litwę z rowerami na dachu i kontynuowanie wyprawy na zasadzie „każdy jedzie swoim środkiem transportu”. Andrzej chciał Mazury, a ja chciałem odpocząć. I w ten sposób cała czwórka ruszyła z Bielska-Białej na północ, na początek do Augustowa. 
Przywitani siąpiącym deszczem, i tak wsiedliśmy na siodełka. Najpierw minęliśmy w centrum słynną restaurację Albatros, a potem bulwarami nad Nettą, obok „Pałacu na wodzie”, dostaliśmy się nad jezioro Necko. Niestety, słynnej Beaty, opiewanej przez Janusza Laskowskiego, nie spotkaliśmy ani w restauracji, ani nad jeziorem. Spotkanie pozostanie już tylko w piosence. Zatrzymaliśmy się jeszcze na moment na przystani, by spróbować wyostrzyć w oczach obraz sinego, płaskiego nieba zlewającego się z wodą, oddzielonego jedynie wąskim pasem drzew pozbawionych faktury. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Krzysztof Grabowski