okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2017 >> Kamienne drzewa Olędrów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Pomorze – powiat tczewski


Kamienne drzewa Olędrów

Tomasz Larczyński
Pieszo-rowerowy most Saperów Tczewskich, ostatnia przeprawa przez Wieżycę przed jej ujściem do Wisły
„Stało się pewne postanowienie przez wielmożnego pana Albrychta Padniewskiego kasztelana oświęcimskiego, starostę dybowskiego z jednej strony, a z drugiej Alexandra Walkiera, Matysa Zontaga Holendrów, iż ci pomienieni wyżej Holandrowie sztuką pewną gruntu w dobrach KJMci (…) tak pól, tak błot, tak łąk arendują, to co się im ograniczy wkoło i wymierzy…”.
 
Jak pisał anonimowy skryptor z kancelarii króla Zygmunta III, kujawskie osady Rudak i Kusorzyn, nadane Alexandrowi i Matysowi, to już dalszy etap działalności przedsiębiorczych nadwiślan. Lecz początek ich wędrówki w górę tej rzeki i w głąb Europy Środkowej (dotarli aż po Wołyń!) rozpoczął się w Dolinie Kwidzyńskiej. Ich, czyli kogo?
Miano Olędrów pochodzi oczywiście od mieszkańców Niderlandów, jednak utożsamianie ich z każdymi Olędrami w naszym zakątku kontynentu nie do końca jest zgodne z prawdą. Holendrzy – menonici (wyznanie chrześcijańskie zaliczane do protestantyzmu, powstałe w roku 1539 w Holandii; jest jednym z nurtów anabaptyzmu, wywodzi nazwę od swego założyciela – Mennona Simmonsa) dość spektakularnie zaczęli swą karierę na Żuławach już w XVI wieku, uciekając przed prześladowaniami. Poradzili sobie z błotami tak dobrze, że kolejni królewscy starostowie zaczęli ich ściągać na swe nadrzeczne nieużytki coraz bardziej w górę Wisły. Czym jednak dalej od Żuław, tym mniej było wśród Olędrów prawdziwych Holendrów, a więcej Niemców, a nawet Polaków, którzy tylko korzystali z „prawa olęderskiego” (dlatego zazwyczaj mówi się o nich już jako o „olędrach”, małą literą). Prawo to bowiem było furtką w strasznym kieracie nowożytnego, pańszczyźnianego niewolnictwa, która pozwalała na osadzanie chłopów ze słonym czynszem, lecz bez pańszczyzny.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Andrzej Blautenberg