okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2017 >> Z wiatrem na wyścigi

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Brandenburgia - Park Narodowy Doliny Dolnej Odry


Z wiatrem na wyścigi

Karol Werner
Z takimi widokami to można całe dnie...
Początkowo bałem się, że na tak płaskiej trasie zanudzę się na śmierć. Tymczasem mnogość atrakcji na szlaku, a także zmieniające się warunki pogodowe nie pozwoliły mi na to. Gdzie okiem sięgnąć – tylko gęste lasy, soczyście kolorowe pola i łąki. Oraz Ona. Dostojna, powoli spływająca ku morzu Odra, dopełniająca całości swoim urokiem.
 
Z rodzinnych Katowic, po ciężkich bojach z naszymi ukochanymi kolejami – rzadziej niż częściej przystosowanymi do przewozu większej liczby rowerów niż kilka  – docieram do Szczecina. Mógłbym zostać tutaj dłużej, ba, nawet powinienem, gdyż ostatni mój pobyt w tym mieście był tak dawno, że poza Zamkiem Książąt Pomorskich nie jestem sobie w stanie przypomnieć nic więcej. Jednak nie taki mam pomysł na długi weekend, nie Szczecin chcę zwiedzać. Po szybkiej pętli po mieście i niewielkich zakupach obieram kierunek południowy – Kołbaskowo.
Początek trasy z pewnością do najciekawszych i najbardziej spektakularnych nie należy. Mimo soboty, ruch samochodowy jest zdecydowanie zbyt duży, a pobocze zbyt wąskie. Po kilkunastu nawiniętych na opony kilometrach mijam w końcu Kołbaskowo, następnie równie niewiele mi mówiący Rosówek i już wiem, że za chwilę wjadę na terytorium Niemiec. O należyte informowanie mnie o tym fakcie dbają przydrożne sklepiki monopolowe, które swoimi wielkimi reklamami oznajmiają, że to ostatnia chwila, aby zaopatrzyć się w jakiś chłodny, polski, złocisty trunek, oczywiście w dobrej cenie.
Przekraczam granicę niemiecką i staje się cud. Po kilku kilometrach wiatr, chcąc jakby powitać mnie na nowej ziemi, zmienia kierunek. Zamiast mnie spowalniać, wiejąc prosto w twarz, postanawia silnymi podmuchami popychać do przodu. Do tego wjeżdżam na drogę rowerową, dzięki czemu całkowicie mogę się już zrelaksować. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Karol Werner