okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 1/2017 >> Nie czuję się wyczynowcem

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Styl życia >> Kamila Kielar


Nie czuję się wyczynowcem

Z Kamilą Kielar, jedną z najbardziej popularnych polskich podróżniczek rowerowych, rozmawia Jakub Terakowski
Na tle murala w północnym Iranie podczas Rowerowego Jamboree
Czy pamiętasz swój pierwszy rower?
– Tak, doskonale. Miał cztery koła – dwa zwyczajne i dwa mniejsze, po bokach – jak typowy rowerek dla dzieci. Jeździłam nim pod blokiem. Pamiętam to wspaniałe uczucie dumy, gdy udało mi się pokonać pierwsze okrążenie. A w szkole podstawowej, gdy losy mojej oceny z wuefu ważyły się (pomiędzy piątką a szóstką), nie omieszkałam napomknąć, iż codziennie przejeżdżam po osiedlu pięć kilometrów i to już na dwóch kołach, rzecz jasna. Uroczy wydaje mi się dzisiaj ten dystans.

Wystarczył na szóstkę?
– Nie pamiętam, ale to całkiem niewykluczone... (śmiech)

A pamiętasz swoją pierwszą całodzienną wycieczkę rowerową?
– To był chyba piknikowy wyjazd rodzinny po wałach Wisły do Tyńca. To z centrum Krakowa zaledwie dziesięć kilometrów, ale wróciłam do domu ostatkiem sił.

Nadal jeździłaś wtedy na tym pierwszym rowerze? 
– Już nie. Na szczęście należę do pokolenia, które na Pierwszą Komunię dostawało rowery, a nie konsole czy smartwatche. Przez długi czas byłam bardzo przywiązana do tego roweru, to był jaskraworóżowy góral, absolutny hit tamtych czasów. Nazwałam go Swallow (czyli jaskółka), bo zaczytywałam się wówczas w Karolu Mayu, który tak ochrzcił jednego z koni Old Shatterhanda. Jaskółka służyła mi aż do połowy studiów, gdy odkryłam, że rowerem można jeździć po mieście. Dziwię się, że wcześniej na to nie wpadłam... (śmiech). Przez cztery lata liceum dojeżdżałam codziennie z domu na Skałkach Twardowskiego do szkoły w Nowej Hucie, spędzając w tramwajach po dwie godziny, a nawet więcej. Dziś trudno mi to sobie wyobrazić.

A co się stało, że tak nagle Ciebie olśniło?
– I dlaczego tak późno…? Bo dopiero na studiach pomyślałam o zaproszeniu znajomych na rowerową eskapadę po Estonii. A o wyborze kierunku zdecydował argument, że tam jest płasko. Mam wątpliwości, czy powinnam przyznawać się do tego w „Rowertourze”... (śmiech)
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Wojtek Grela