okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2017 >> Gdy za ciasny na głowie berecik

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Gdy za ciasny na głowie berecik

Sławomir Bajew
 
Postanawiam uroczyście, że... i tu następuje, co następuje. Różnie. A że się schudnie, a że się rzuci palenie, a że zrealizuje marzenie, że się będzie więcej na rowerze jeździło, że maraton przebiegnie, że... Co człowiek, to pomysł. Żeby jeden! Dla mnie ruszać w nowy rok z worem postanowień, to jak wystartować w torowym wyścigu rowerowym na 26-calowym góralu, a w dodatku z sakwami. Wyścig jest wyraźnie torowy, bo przecież rytm czterech pór roku i 365 dni powtarza się, i powtarza, i oby – czego Wam szczerze życzę – jak najdłużej. Ale z postanowieniami nie przesadzajcie.
Zamiast cieszyć się widokiem niezapisanej karty, wolnej przestrzeni, perspektywy, potencjału, już na progu zabazgrujemy to wszystko niewyraźnym charakterem zrodzonych pod presją tzw. noworocznych postanowień. I tak wszystko (a przynajmniej większość) bierze w łeb, zanim miną dwa tygodnie. Czasami trzy, a rzadko cztery. 
Lepiej zamiast pakować się na tor z sakwami, postanowić, że się niczego nie postanawia. To dopiero prawdziwe wyzwanie! Zachować tyle wolności, żeby mieć odwagę (i wolny od zaplanowania czas), aby zareagować na to, co przyniesie ze sobą zaczynający się właśnie rok. To prawda, że zagraża nam czasem ideologicznie wspierana w ten sposób pokusa odpuszczenia wszystkiego w imię wolności i świętego spokoju. Stary, jestem taki luzak, że nic nie muszę!. Nie o to wszak chodzi, żeby myśleć ideologicznie i własne cyniczne plany leniwca uzasadniać imieniem wolności. Bardziej myślę tu o realności podejmowanych postanowień. Wrzucenie sobie na bary ciężarów grubego kalibru najprawdopodobniej już na progu roku tak nas zamuli, że nie będziemy w stanie do jego końca uczynić niczego konstruktywnego, ubiczowani niepowodzeniem w realizacji mało przemyślanych postanowień. Pora regularnie ćwiczyć chodzenie z balkonikiem, małymi kroczkami. I na razie unikać schodków. Proszę też o chwilę refleksji nad różnicą, jaka jest pomiędzy koniecznym i rozsądnym planowaniem a podejmowaniem mało możliwych do zrealizowania postanowień. Chociaż z drugiej strony, tak polskie i romantyczne, Mickiewiczowskie „mierz siłę na zamiary, nie zamiar podług sił”. Podczas gdy duża część nas uważa ten zwrot za przestrogę przed porywaniem się z motyką na słońce, jest zupełnie odwrotnie, jest to bowiem zachęta, żeby stawiać sobie ambitne cele, a siła na ich realizację się znajdzie. I oby tak było! 
Praktyka postanowień leżących w ruinie już chwilę po ich podjęciu mówi nam dużo o nas samych. Będę więc orędownikiem zarówno rozsądnych postanowień, jak i planów romantycznie sięgających granic rozsądku i ludzkich możliwości. I proszę mną nie gardzić tylko za to, że ośmielam się zapaść w fotelu i mieć dłuższą chwilę refleksji. Bo kiedy jadę na rowerze, to jednak też myślę... I myślę, że to dobrze! Nawet, jak myślę źle... bo mnie uwiera za ciasny na głowie moherowy berecik. Baj! 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi  Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.