okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2008 >> 10/2008 >> Nawet zimą
nie odpuszczam

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> Ryszard Szurkowski


Nawet zimą
nie odpuszczam

Piotr Kurek
W styczniu 2008 roku Ryszard Szurkowski skończył 62 lata i nadal jest w doskonałej formie sportowej

– Nie jeżdżę regularnie, ale jak już siadam na rower, to chcę jeździć szybko. A jak już jadę szybko, okazuje się, że to już nie te siły, które miałem kiedyś. Ale nie odpuszczam i daję z siebie wszystko – mówi Ryszard Szurkowski. Legenda polskiego kolarstwa wciąż lubi wysiłek, nazywa to odczuwaniem szlachetnej potrzeby zmęczenia organizmu. – Pedałuję przez cały rok. Raz na rowerze górskim, innym razem na szosowym. Ulubiona trasa? Nie mam takiej.

Zjechał wielokrotnie cały kraj, od morza po góry, ze wschodu na zachód. Zawsze zabiera ze sobą rower, dokądkolwiek jedzie samochodem. Niekiedy jednak, jak przyznaje otwarcie, nawał spraw i obowiązków nie pozwala na oddawanie się tej przyjemności.
Urodził się 12 stycznia 1946 roku w Świebodowie koło Milicza. Tu nauczył się wcześnie, jako kilkulatek, jeździć na rowerze, tu wreszcie – dzięki Polskiemu Radiu i niezapomnianym jego sprawozdawcom: Bohdanowi Tomaszewskiemu i Bogdanowi Tuszyńskiemu – usłyszał po raz pierwszy o sukcesach Stanisława Królaka. Kolarza z Warszawy, który w 1956 roku wygrał Wyścig Pokoju, międzynarodową imprezę, organizowaną zawsze w maju, bodaj największy ówczesny tour dla amatorów. Kiedy Stanisław Królak triumfował w bardzo pamiętnym dla Polski roku, dziesięciolatek z Dolnego Śląska zapragnął zostać kolarzem. Podczas kilku kolejnych lat śledził dokładnie przebieg rywalizacji na trasie między Warszawą, Pragą i Berlinem.
– Wówczas chciałem naśladować Królaka. Po prostu mieć rower i ścigać się, także wygrywać. Moja wyobraźnia nie sięgała jednak tak daleko, by myśleć o tym, aby zostać reprezentantem Polski, by dumnie, w biało-czerwonej koszulce jechać po szosach świata – opowiada.
Urodzony na Dolnym Śląsku najpierw chciał zostać posiadaczem kolarskiej wyścigówki. Kiedy po raz pierwszy wsiadł na swój rower marki Favorit, pomyślał o sportowej rywalizacji z innymi.
Pierwszy wyścig zakończył, zdobywając trzecie miejsce. Następny – też trzecie. I trzeci raz również zajął trzecie miejsce. Wówczas jego starsi koledzy, kibice, podszepnęli, że jeśli przyjeżdża się zawsze w czołówce, to kiedyś przyjdzie czas na sukces, na wygraną.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Piotr Kurek