okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2017 >> Wakacje na całego!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> USA: z Miami do Nowego Jorku


Wakacje na całego!

Daria Grzybowska
Jedna z ikon Nowego Jorku – tętniąca życiem 24 godziny na dobę ulica Time Square
Zdecydowaliśmy się coś zmienić w dotychczasowej wyprawie. Po dwóch i pół roku w podróży poczuliśmy zmęczenie, ale nie fizyczne, gorzej – psychiczne, co totalnie niszczyło chęć i radość z wędrówki.
 
Pewnego wieczoru, dyskutując zawzięcie w gorącym, dusznym pokoju taniego hostelu w Kolumbii, wpadliśmy na pewien pomysł: a może USA? I w tym momencie przyszła wiadomość od naszego znajomego, którego poznaliśmy w Limie: „Przyjeżdżajcie do mnie, do Nowego Jorku! Odpoczniecie dłużej w jednym miejscu i wszystko się ułoży po waszej myśli!”. Tego też wieczoru kupiliśmy bilet do... Miami! 
Po trzech godzinach spokojnego lotu, podczas którego z okien samolotu patrzyliśmy na egzotyczne wyspy położone na Morzu Karaibskim, dolatujemy do Miami. Widok ogromnego miasta, rozświetlonego nocą niezliczoną ilością światełek, jeszcze bardziej wbija nas w fotele! Niesamowite!
Jednak najważniejsza z chwil dopiero przed nami. Mimo zmęczenia, musimy wzorowo przejść rozmowę z urzędnikiem, który decyduje o czasie pobytu na terenie USA. Skanowanie opuszków palców, przejrzenie paszportów. Na pytanie o cel podróży zaczynamy jak roboty recytować przygotowaną przemowę, próbując zainteresować urzędnika trasą wyprawy. Mężczyzna jednak przerywa nam w pół zdania i, nawet nie podnosząc wzroku znad komputera, oddaje nasze paszporty i życzy szczęśliwej wizyty. Pozwolenie na sześciomiesięczny pobyt w postaci wielkiego stempla trafia na jedną ze stron.
Będąc jeszcze parę dni wcześniej w Kolumbii, byliśmy pewni, że w USA czeka na nas niezłe przekopywanie bagaży, masa pytań i kontrola antynarkotykowa. Wiadomo przecież, z czego, oprócz kawy, słynie Kolumbia. Odbieramy szczęśliwie nasze rowery z taśmy, a na reakcję ochrony nie musimy długo czekać. Podchodzi do nas trzech uzbrojonych policjantów, którzy na pierwszy rzut oka nie wyglądają przyjaźnie. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Marcin Grzybowski