okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2008 >> 10/2008 >> Łapy niedźwiedzia wędrują
do Chin

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Bajkał


Łapy niedźwiedzia wędrują
do Chin

Zuzanna Suliga i Artur Szeja
Ciekawość Bajkału zaspokojona, kolejny cel: wyspa Olchon

Mówiono nam, że to szaleństwo lecieć z rowerami 5600 kilometrów po to, aby kolejne 1000 pedałować po bezdrożach. I chyba było w tym trochę racji. Ostrzegano nas przed brakiem dróg, niebezpieczeństwami czyhającymi na samotnych wędrowców, dziką zwierzyną. W okolicach jeziora Bajkał spędziliśmy trzy tygodnie. Było warto.

Niewiele brakowało, a nie zobaczylibyśmy niczego. Przy wjeździe do Rosji wymagana jest wiza, a w czasie, kiedy się o nią ubiegaliśmy, nasz krakowski konsul zaostrzył wymagania dotyczące wizy turystycznej. Przy wyjazdach dłuższych niż dwa tygodnie konieczne było okazanie między innymi potwierdzeń wszystkich noclegów i rachunku za wykupioną do Rosji wycieczkę. Szczęśliwie udało się nam sprostać wymaganiom konsula, tyle że w Gdańsku. Ponieważ powrót zaplanowaliśmy pociągiem, musieliśmy zdobyć jeszcze wizę tranzytową przez Białoruś. Niestety, w tym wypadku wymagane było okazanie biletu kolejowego, którego nie dało się kupić miesiąc przed odjazdem. W kasach PKP poinformowano nas o braku biletów na wszystkie pociągi z Moskwy do Polski w dniach, o które pytaliśmy. Sprawdziliśmy w Czechach, tutaj sprzedaż nie została jeszcze uruchomiona. Okazało się jednak, że jeśli w PKP biletów nie ma w kasie nr 1, to jest szansa, że będzie w kasie nr 2. Myśleliśmy, że z takimi cudami będziemy mieć do czynienia dopiero w Rosji.
W drodze na Syberię czekały nas jeszcze zmagania z dwoma przewoźnikami lotniczymi i z jedną przesiadką w Moskwie. Bazując na wcześniejszych doświadczeniach, rowery spakowaliśmy do kartonów. Kolejny raz okazało się, że takie rozwiązanie jest najprostsze i najskuteczniejsze.
Irkuck powitał nas ciężkimi chmurami i stodołą przerobioną na budynek lotniska – nie spodziewaliśmy się Wersalu, ale widok portu lotniczego odrobinę nas zaskoczył. Miasto okazało się mało ciekawe – brudne i zaniedbane. Ciekawostką są drewniane budynki, zapadające się w topniejącą, wieczną zmarzlinę, gdzie okna często znajdują się na równi z ulicą. Prawdziwym wyzwaniem okazała się jazda rowerem po ulicach – tutaj przepisy są teorią, wyznaczone pasy – zaledwie wskazówkami, a rower na drodze jest mało istotnym detalem. 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”